filePath <- "C:\\Users\\kacper.zukowski\\SkyDrive\\20170215_izoo-rtroduction\\help\\Maciej-Wojtyszko-Bromba-i-inni.txt"
text <- readLines(filePath)
docs <- Corpus(VectorSource(text))
head(inspect(docs))
## <<SimpleCorpus>>
## Metadata: corpus specific: 1, document level (indexed): 0
## Content: documents: 645
##
## [1] MACIEJ WOJTYSZKO
## [2]
## [3] Bromba i inni
## [4]
## [5] Szanowni Czytelnicy!
## [6] Zdajê sobie sprawê, Se przekazuj¹c w Wasze rêce kilka opowiadañ powiêconych istotom niezwyk³ym i rzadko widywanym, mogê siê naraziæ na zarzuty.
## [7] MoSecie mieæ do mnie pretensjê, Se Wy, osobicie, nigdy nie .spotkalicie Fuma lub Psztymucla, nie mówi¹c juS oGSdaczu czy Pciuchu.
## [8] S¹dzê jednak, Se lepiej jest dowiedzieæ siê czego z ksi¹Ski niS nie wiedzieæ o tym wcale.
## [9] Zreszt¹ to, co zosta³o Nazwane przestaje byæ Nieznane.
## [10] I odwrotnie.
## [11] Pragnê Was zapewniæ, drodzy Czytelnicy, Se i Wy sami czulibycie siê bardzo
## [12] niedobrze, gdybycie nie byli Nazwani. Mam nadziejê, Se dziêki memu wyjanieniu zrozumielicie koniecznoæ powstania tych opowiadañ. Z wyrazami szacunku Autor
## [13] Pciuch
## [14] Pciuch zamieszkuje Czas. To znaczy, Se moSna go zobaczyæ tylko wtedy, kiedy siê Syje kiedy indziej.
## [15] JeSa na przyk³ad moSemy zobaczyæ dzi. Pciucha wy³¹cznie jutro albo wczoraj. Dzieje siê tak dlatego, Se jest on szalenie szybkim, nowoczesnym stworzeniem: wyprzedza nasze czasy dziêki w³asnemu napêdowi rakietowemu.
## [16] Pciuchów jest niewielu, oko³o trzydziestu, a nasza historia opowiada o pewnym dzielnym, m³odym Pciuchu, który by³ posiadaczem numeru dwadziecia cztery.
## [17] Tradycyjnie wszystkie Pciuchy pracuj¹ na poczcie, poniewaS tam s¹ najbardziej potrzebne. TakSe Pciuch dwadziecia cztery by³ listonoszem do Spónionych Przesy³ek.
## [18] Zdarza siê, Se do okienka na poczcie podbiega kto bardzo zmêczony od szybkiego biegu i wo³a juS od drzwi:
## [19] -Proszê pani, proszê pani, chcia³bym szybko wys³aæ wiadomoæ!
## [20] -Proszê bardzo! -odpowiada pani w okienku. -Tu jest blankiet na telegram superekstra b³yskawiczny. Na kiedy ma dojæ ta wiadomoæ?
## [21] -Na wczoraj -mieje siê ten kto z zak³opotaniem. -Zupe³nie zapomnia³em o imieninach ciotki Patrycji Tr¹balskiej, Koszykowa 12 m 5.
## [22] -Na wczoraj? -pyta pani w okienku. -Dobrze, zrobimy wszystko, co w naszej mocy.
## [23] I wtedy do akcji naczelnik poczty uSywa Pciucha do Specjalnych Zadañ.
## [24] -Pciuch dwadziecia cztery do mnie! -mówi naczelnik.
## [25] -S³ucham, panie naczelniku -melduje siê Pciuch, ale wcale go nie widaæ, bo zazwyczaj mówi z jutra albo nawet i z pojutrza.
## [26] -Proszê o dorêczenie tych serdecznych Syczeñ!
## [27] -Na kiedy, panie naczelniku? -pyta Pciuch dwadziecia cztery, który jest zawsze bardzo dok³adny i zapisuje sobie wszystko w notesie.
## [28] -Zaraz -mruczy pan naczelnik -dzi mamy wtorek, wczoraj poniedzia³ek, no, powiedzmy, na zesz³¹ sobotê.
## [29] -Tak jest -odpowiada Pciuch.
## [30] -Dacie radê? -pyta naczelnik.
## [31] -Oczywicie, panie naczelniku -odpowiada niez³omny Pciuch dwadziecia cztery o napêdzie rakietowym i recytuje z dum¹:
## [32] Dziêki swej najwySszej klasie
## [33] Pciuch wêdrowaæ umie w czasie
## [34] I niewielkie ma k³opoty,
## [35] Id¹c z wtorku do soboty.
## [36]
## [37] -A wiêc liczê na was -owiadcza naczelnik i zajmuje siê inn¹ waSn¹ spraw¹.
## [38] Pciuch dwadziecia cztery nie by³ jednak tak dowiadczonym listonoszem jak inne starsze Pciuchy, chociaSby jego rodzice. Tatu Pciucha, na przyk³ad, otrzymywa³ bardzo odpowiedzialne Spónione Przesy³ki i czêsto zdarza³o siê, Se musia³ podróSowaæ rowerem, Seby móc zd¹Syæ w porê.
## [39] A m³ody Pciuch dosta³ w³anie od tatusia i mamusi hulajnogê. I chociaS rodzice ostrzegali go, Seby nie zabiera³ hulajnogi do pracy, postanowi³ spróbowaæ, jak bêdzie mu sz³o dostarczanie przesy³ek przy pomocy hulajnogi. Wskoczy³ wiêc na ni¹ raz -dwa i szybciutko pojecha³ na ulicê Koszykow¹ 12 mieszkania 5, do ciotki Patrycji Tr¹balskiej.
## [40] A kiedy juS by³ pod drzwiami, przypomnia³ sobie, Se musi sprawdziæ termin przesy³ki.
## [41] -Na kiedy to ma byæ? -zapyta³ sam siebie i zajrza³ do notesika.
## [42] -Ach, na sobotê! A jaki jest teraz dzieñ? -Niestety, zupe³nie zapomnia³, Se hulajnoga nie ma takiego licznika jak rower Tatusia.
## [43] -To nic -pocieszy³ siê Pciuch -poszukam kogo, kto mi pomoSe.
## [44] Na dole siedzia³ pan dozorca.
## [45] -Proszê pana -zawo³a³ Pciuch -bardzo przepraszam, jaki jest teraz dzieñ?
## [46] -A kto pyta? -zdziwi³ siê pan dozorca.
## [47] -Listonosz Pciuch dwadziecia cztery!
## [48] -A dlaczego pana nie widzê, panie listonoszu?
## [49] -PoniewaS ja tu jestem wczoraj! -zawo³a³ Pciuch i wyrecytowa³:
## [50] Dziêki swej najwySszej klasie
## [51] Pciuch wêdrowaæ umie w czasie
## [52] I niewielkie ma k³opoty
## [53] Id¹c z wtorku do soboty.
## [54]
## [55] -Aha, wspaniale -ucieszy³ siê pan dozorca. -Wiêc, jeli u mnie jest wtorek, to u pana jest teraz sobota, panie listonoszu.
## [56] -Dziêkujê bardzo! W³anie o sobotê mi chodzi³o -owiadczy³ Pciuch i wrzuci³ telegram Z serdecznymi powinszowaniami z okazji imienin ukochanej Cioteczce Patrycji od siostrzeñca Adasia do skrzynki na listy, zadzwoni³ do mieszkania i odjecha³ na hulajnodze.
## [57] -Dziwny ten Ada -mówi³a ciocia Patrycja czytaj¹c przez okulary telegram. PrzecieS do moich imienin jeszcze ca³y miesi¹c, a on juS wysy³a Syczenia super-ekstra b³yskawicznie. Bardzo dziwny jest ten mój siostrzeniec. ChociaS to mi³o dostaæ tak wczenie serdeczne Syczenia. Od razu widaæ, Se o mnie myli i Se lubi swoj¹ star¹ ciotkê.
## [58] A Pciuch dwadziecia cztery nigdy siê nie dowiedzia³ o swojej pomy³ce i o tym, Se zajecha³ hulajnog¹ miesi¹c za wczenie.
## [59] Zreszt¹ nigdy wiêcej taka pomy³ka mu siê nie zdarzy³a dziêki licznikowi zainstalowanemu przez tatusia przy hulajnodze.
## [60]
## [61] Fumy
## [62] Fum turystyczny, czyli inaczej Fum-turysta, a w zdrobnieniu Fumik lub Fumek, rzadziej Fumak -naleSy do odmiany podróSuj¹cych (animal transportera). Najwiêksze okazy spotyka siê w okolicach dogodnych lub pozornie dogodnych do wycieczek i wczasów.
## [63] Fumy chodz¹ parami albo ca³ymi rodzinami wydaj¹c przy tym charakterystyczne fumkanie i cipienie. Fumkanie jest oznak¹ niezadowolê-, ni¹, natomiast w przypadku zadowolenia zwierzê cipieje.)
## [64] Fuma ³atwo poznaæ po tym, Se z dziewiêciu r¹k, jakie posiada, kaSd¹ ma czym zajêt¹: trzymaniem torby, koca, materaca, rêcznej katarynki, olejku do opalania, plecaka albo liczeniem pieniêdzy.
## [65] Wszystkie Fumy uwaSaj¹, Se g³ównym ich zajêciem jest wypoczywanie, w zwi¹zku z czym usi³uj¹ wypoczywaæ z ca³ych si³ i bardzo je to meczy, ale poniewaS jedyn¹ form¹ dzia³ania po zmêczeniu powinno byæ wypoczywanie, wiêc znów wypoczywaj¹, co je bardzo mêczy, i tak w kó³ko.
## [66] Jednak Saden Fum nie wemie siê do pracy w czasie odpoczynku, bo uwaSa³by to za co najbardziej niezdrowego.
## [67] Fumy nie posiadaj¹ specjalnie skomplikowanych obyczajów, czasem piewaj¹ jednak tak¹ piosenkê:
## [68] Fum, fum, fum, fum, fum,
## [69] fum, fum, fum, fum, fum!
## [70] Do czego to podobne!
## [71] Do czego to podobne!
## [72] Jestemy zawiedzione,
## [73] jestemy z³e i g³odne!
## [74] Fum, fum, fum, fum, fum!
## [75] Fum, fum, fum, fum, fum!
## [76] Do czego to podobne!
## [77] Do czego to podobne!
## [78] Ach, kiedyS wypoczniemy ³agodne
## [79] i wygodne!
## [80]
## [81] Wcale nie s¹ jednak takie ³agodne, poniewaS ci¹g³e wypoczywanie bardzo je rozdraSnia i niepokoi.
## [82] Fumy Sywi¹ siê wy³¹cznie konserwami i jajkami na twardo. Na drodze ewolucji przednie zêby wysunê³yim siê do przodu i s³uS¹ jako klucz do otwierania konserw.
## [83] Niestety, jednak do dzi nie wyrobi³ im siê odruch zbierania rozrzuconych skorupek.
## [84] Na ogó³ Fumy wêdruj¹ utartymi szlakami turystycznymi, ale zdarzy³o siê raz, Se pewna fumia para zawêdrowa³a przez pomy³kê nad jezioro zwane Jeziorem Bobrów.
## [85] -MêSu, mêSu -zawo³a³a Fumica -popatrz, jakie dziwne stworzenia.
## [86] -Nudne stworzenia -odpowiedzia³ Fum -zupe³nie nie rozumiem, co one robi¹.
## [87] Bobry pi³owa³y drzewo na Wielk¹ Tamê.
## [88] -Mój dobry zwierzaku -zwróci³a siê Fumica do Bobra, który pracowa³ najbliSej -jak siê nazywacie?
## [89] -Bóbr -mrukn¹³ Bóbr i dalej podcina³ drzewo.
## [90] -Mój dobry Bobrze! Drzewa s¹ niejadalne -powiedzia³a strofuj¹co Fumica.
## [91] -Ja je podgryzam, poniewaS pos³uS¹ mi jako budulec na Wielk¹ Tamê -odpowiedzia³ juS nieco uprzejmiej Bóbr, bo zrobi³o mu siê przykro, Se kto moSe tak ca³kowicie nie rozumieæ jego pracy.
## [92] -Ale to mêczy -zauwaSy³ Fum.
## [93] -To dobrze -owiadczy³ Bóbr.
## [94] -Co wy teS mówicie, mój Bobrze, to bardzo niedobrze -powiedzia³a Fumica.
## [95] -Trzeba wypoczywaæ.
## [96] -Po co? -zapyta³ zdziwiony Bóbr.
## [97] -eby siê nie zmêczyæ.
## [98] -Ja siê lubiê mêczyæ!-owiadczy³ Bóbr i przyjrza³ im siê podejrzliwie. -Nie lubiê odpoczywaæ, a wy?
## [99] -My -Fumy popatrzy³y na siebie -my wy³¹cznie odpoczywamy!
## [100] Bóbr wyba³uszy³ oczy. Nie powiedzia³ ani s³owa. Tylko szybko pobieg³ w kierunku swojej kolonii.
## [101] Za chwilê wszystkie Bobry zebra³y siê na Polanie wokó³ Fumów, a najstarszy z nich zapyta³:
## [102] -Czy to prawda, Se wy wy³¹cznie wypoczywacie?
## [103] -Oczywicie, mój dobry zwierzaku -odpowiedzia³a Fumica.
## [104] -I nawet nie próbowalicie pracowaæ? -upewni³ siê najstarszy.
## [105] -PrzecieS praca mêczy-owiadczy³ uraSony Fum.
## [106] A wtedy wszystkie Bobry zaczê³y rozpaczliwie szlochaæ i za³amywaæ ³apki.
## [107] -Przestañcie, dlaczego tak zawodzicie? -wrzasn¹³ zdenerwowany Fum.
## [108] -Bo nam was Sal -owiadczy³ przez ³zy najstarszy -nigdy nie pracujecie.
## [109] -A nam was Sal -obrazi³ siê Fum -nigdy nie odpoczywacie.
## [110] Jeszcze d³ugo ob³e strony przekonywa³y siê wzajemnie, Ses¹ nieszczêliwe, ale nikt
## [111]
## [112] nikogo nie przekona³. Pozosta³o tylko to przys³owie: P³acze jak Bóbr nad Fumem.
## [113]
## [114] GSdacz
## [115] Nie wszyscy wiedz¹, Se jest wiele wszechwiatów. S¹ wszechwiaty Grube i Chude, Kolorowe i Nadmuchiwane, Mrugaj¹ce i Odrzutowe. S¹ teS wszechwiaty bardzo nieduSe, a ten, który zamieszkuj¹ GSdacze, jest najlepszym i najmniejszym ze znanych wszechwiatów.
## [116] OtóS kaSdy taki wszechwiat jest sobie ca³kowicie osobno i na ogó³ nie spotykaj¹ siê ze sob¹ w Sadnym punkcie, ale jak siê spotkaj¹, to taki punkt nazywa siê Dziur¹ Kosmiczn¹.
## [117] Wszechwiat GSdaczy by³ tak ma³y, Se kiedy spotka³ siê z naszym normalnym wszechwiatem, to zrobi³a siê bardzo maleñka Dziurka Kosmiczna, przez któr¹ móg³ siê przecisn¹æ jedynie najmniejszy ze wszystkich GSdaczy.
## [118] W gruncie rzeczy pozosta³e wiêksze i doros³e GSdacze nie bardzo mia³y ochotê wybieraæ siê w jaki inny wiat, uwaSaj¹c, Se jest im dobrze tam, gdzie s¹, tylko w³anie jeden, jedyny, najmniejszy GSdacz postanowi³ przecisn¹æ siê przez Dziurkê. Zwany by³ on przez swych znajomych Wierc¹cym siê GSdaczem lub Nieustannie Fruwaj¹cym GSdaczem (wszystkie GSdacze maj¹ pomarañczowe skrzyd³a) albo nawet Wyj¹tkowo Wcibskim GSdaczem, sam za czêsto myla³ o sobie jako o GSdaczu ¹dnym Wiedzy.
## [119] Czêsto siê zdarza, Se to, co mamusia uwaSa za wadê, my uwaSamy za zaletê i tak teS by³o w wypadku ma³ego GSdacza.
## [120] Mamusia oczywicie chcia³a, Seby ma³y GSdacz by³ S¹dny wiedzy, ale twierdzi³a, Se jeli kto na przyk³ad nie myje uszu, Seby sprawdziæ, czy og³uchnie, to to nie jest S¹dza wiedzy, tylko g³upia ciekawoæ.
## [121] W kaSdym razie ma³y GSdacz skorzysta³ z nieuwagi starszych i przecisn¹³ siê na drug¹ stronê Kosmicznej Dziurki.
## [122] A po drugiej stronie akurat by³a Wielka Narada pod Auspicjami (Auspicje leS¹ niedaleko Krakowa).
## [123] Wiêc pod tymi Auspicjami siedzieli róSni bardzo m¹drzy uczeni i myleli, co to takiego ta dziura, aS tu nagle wyfrun¹³ z niej ma³y GSdacz!
## [124] -Kto ty jeste? -zapytali chórem uczeni.
## [125] Kiedy biegam, to jestem biegaczem,
## [126] kiedy fruwam, to jestem fruwaczem,
## [127] kiedy siê bojê, to jestem baczem,
## [128] a tak w ogóle to jestem GSdaczem.
## [129]
## [130] Wiêc podziwiaj mnie i patrz:
## [131] Jestem fruwaj¹cy GSdacz!
## [132]
## [133] -odpowiedzia³ ma³y GSdacz i zakrêci³ m³ynka w powietrzu, a potem zatrzepota³«skrzyd³ami i polecia³ w kierunku Krakowa.
## [134] Uczeni postali jeszcze trochê nad dziur¹, ale poniewaS nic wiêcej z niej nie wylaz³o, to sobie poszli.
## [135] A tymczasem ma³y GSdacz przylecia³ do lasu. Bardzo siê zawstydzi³ uczonych, którzy przygl¹dali mu siê badawczo, i moSe dlatego tak szybko uciek³, ile si³ w pomarañczowych skrzyd³ach.
## [136] ChociaS by³ bardzo wcibski, to wcale nie lubi³, Seby inni przygl¹dali mu siê badawczo i znacz¹co chfz¹kali, bo wtedy z zak³opotania skrzyd³a robi³y mu siê ca³kiem fioletowe.
## [137] Ale ledwie przylecia³ do lasu, znowu kto znacz¹co chrz¹kn¹³. By³a to wrona, która jeszcze nigdy nie widzia³a, Seby kto mia³ pomarañczowe skrzyd³a.
## [138] -Co podobnego -powiedzia³a -co podobnego! No, no -powtórzy³a jeszcze raz: co podobnego! -Przyjrza³a siê GSdaczowi dok³adnie, ponownie chrz¹knê³a i owiadczy³a stanowczo: -Co podobnego!
## [139] -To samo chcia³am powiedzieæ -zaskrzecza³a druga wrona, która nadlecia³a z przeciwka -co podobnego!
## [140] GSdacz by³ juS trochê zmêczony, wiêc choæ obie wrony patrzy³y prawie tak samo badawczo jak uczeni, zapyta³ grzecznie:
## [141] -Czy móg³bym dostaæ gdzie tutaj odrobinê tiritongi?
## [142] -Co podobnego! Jakiej znowu tiritongi? -zapyta³y wrony i spojrza³y po sobie.
## [143] -W moim wszechwiecie -odpowiedzia³ GSdacz -wszystkie GSdacze jedz¹ tiritongê.
## [144] -Ach, wiêc to jest GSdacz? -wrzasnê³y wrony i polecia³y pochwaliæ siê, Se widzia³y prawdziwego GSdacza Sywi¹cego siê tiritong¹.
## [145] Bardzo nie³adnie, Se tu nigdzie nie ma tiritongi i Se wszyscy dziwi¹ siê moim pomarañczowym skrzyd³om -pomyla³ sobie GSdacz.
## [146] Wzbi³ siê trochê wySej i zobaczy³ ch³opca, który siedzia³ na polanie w lesie i p³aka³. Podfrun¹³ wiêc do niego i zapyta³:
## [147] -Dlaczego ty ciekniesz? (PoniewaS GSdacze nie p³acz¹ nigdy, nie wiedzia³, Se to s¹ ³zy).
## [148] -Dlatego, Se siê zgubi³em -odpowiedzia³ ch³opczyk. -A kto ty jeste?
## [149] Kiedy biegam, to jestem biegaczem,
## [150] kiedy fruwam, to jestem fruwaczem,
## [151] kiedy siê bojê, to jestem baczem,
## [152] a tak w ogóle to jestem GSdaczem.
## [153] Wiêc podziwiaj mnie i patrz:
## [154] Jestem fruwaj¹cy GSdacz!
## [155]
## [156] -A ja jestem ch³opczyk -powiedzia³ ch³opczyk -i zgubi³em mamê, kiedy szukalimy grzybów na obiad.
## [157] -Czy grzyby to co w rodzaju tiritongi?
## [158] -Nie wiem, co to jest tiritonga, ale grzyby s¹ do jedzenia.
## [159] -Tiritonga jest w³anie do jedzenia -odpowiedzia³ GSdacz. -JeSeli nie wiesz, gdzie jest twoja mama, to poleæ do góry i rozejrzyj siê doko³a.
## [160] -PrzecieS nie mam skrzyde³ -zmartwi³ siê ch³opczyk i rozp³aka³ siê jeszcze bardziej.
## [161] -Przestañ ciekn¹æ -zawo³a³ GSdacz -ja jestem doskona³ym fruwaczem!
## [162] Wzbi³ siê bardzo wysoko i zobaczy³ na skraju lasu mamusiê ch³opczyka, która sta³a i wo³a³a:
## [163] -Hop, hop!
## [164] -Hop, hop! -zawo³a³ GSdacz. Zatoczy³ wielkie ko³o i usiad³ na ga³êzi naprzeciwko mamusi ch³opczyka.
## [165] -Ch³opczyk siedzi na polance i musimy siêpieszyæ, bo bardzo wycieka -powiedzia³.
## [166] Wiêc mamusia ch³opczyka posz³a szybko we wskazanym kierunku, a GSdacz fruwa³ do góry i na dó³, Seby przypadkiem nie pomyli³a drogi.
## [167] A kiedy by³o po k³opocie i ch³opczyk spotka³ swoj¹ mamusiê, a mamusia swego ch³opczyka, GSdacz zapyta³, gdzie móg³by dostaæ tiritongê.
## [168] Niestety, grzyby -to nie by³a tiritonga, wiêc poSegna³ siê grzeczni^, Seby zd¹Syæ na obiad do swojego wszechwiata. Polecia³ do dziury pod Auspicjami i pieszy³ siê tak bardzo, Se spóni³ siê tylko troszeczkê i jego tiritonga by³a ca³kiem ciep³a.
## [169] Mamusia wcale siê nie gniewa³a.
## [170] -Wiesz, mamusiu -powiedzia³ GSdacz -we Wszechwiecie, po drugiej stronie Dziury Kosmicznej, teS s¹ mamusie.
## [171] -Tyle razy ci mówi³am, Seby nie fruwa³ za daleko -powiedzia³a mamusia. Ale tak naprawdê, to siê wcale nie gniewa³a.
## [172]
## [173] Bromba
## [174] Historia Bromby naleSy do historii zawik³anych, pe³nych zaskakuj¹cych niespodzianek i komplikacji, jednym s³owem, przypomina sam¹ Brombê,tê najniezwyklejsz¹ postaæ ze wszystkich postaci zwyk³ych i ma³ych.
## [175] Bromba nie posiada specjalnie niepokoj¹cego wygl¹du, nie wyróSnia siê teS niczym, co by przykuwa³o uwagê na pierwszy rzut oka. Jest nieco wiêkszym od wiewiórki stworzonkiem o róSowym futerku, a na odrobinê za bardzo wystaj¹cym brzuszku nosi duS¹ Só³t¹ torbê wype³nion¹ róSnymi niezbêdnymi przedmiotami, jak to: lornetk¹, wag¹, kalendarzykiem, siedmioma termometrami, zegarem, metrem krawieckim oraz duSym z³oconym dyplomem ozdobionym takim napisem:
## [176] Niniejszym zawiadcza siê, Se Bromba jest upowaSniona do mierzenia i waSenia
## [177] oraz
## [178] podawania wyników, poniewaS ukoñczy ta kurs i okaza³a siê bardzo precyzyjna.
## [179] podpisano:
## [180]
## [181] Centralny Urz¹d do Mierzenia i WaSenia.
## [182] Wydawa³oby siê, Se trudno wyobraziæ sobie milsz¹ i ciekawsz¹ pracê niS praca Bromby.
## [183] Wêdruje sobie Bromba od jednego do drugiego i nic, tylko mierzy i waSy. Temu poda d³ugoæ ogona nie tylko w centymetrach, ale nawet w calach, innemu obliczy rozpiêtoæ skrzyde³, jeszcze komu sprawdzi temperaturê albo zwaSy m³odszego braciszka.
## [184] Zreszt¹ Bromba, bardzo cis³a w obliczeniach, dzia³aj¹ca bez popiechu, sama na pocz¹tku nie zdawa³a sobie sprawy, jak trudny obra³a sobie zawód, trudny zw³aszcza dla kogo tak jak ona sk³onnego do refleksji.
## [185] Wszystkie Bromby, jak wiadomo, by³y sk³onne do refleksji i moSe dlatego tak skromnie prezentuje siê ich udzia³ w wojnach i tym podobnych imprezach, w których umys³y g³êbokie czyli refleksyjne, nigdy nie gustowa³y.
## [186] Bo rzeczywicie, jak siê dobrze pomyli, to kaSda awantura, walka, pojedynek okazuj¹ siê zajêciem ponurym, doæ monotonnym, a nawet wrêcz nudnym dla umys³u naprawdê dociekliwego. A ta Bromba naleSa³a do Bromb wyj¹tkowo dociekliwych, by³a, moSna by powiedzieæ, najbardziej brombiasta z Bromb.
## [187] Zaczê³o siê od tego, Se Fikander, któremu Bromba mia³a zmierzyæ d³ugoæ uszu, zajrza³ do jej Só³tej torby.
## [188] -Ojej! -zawo³a³ -ale tu duSo róSnych aparatów!
## [189] -Stój przyzwoicie! -mruknê³a Bromba -bo nigdy nie dowiesz siê, jak d³ugie masz uszy!
## [190] Fikander oczywicie zaraz siê wyprostowa³, a Bromba powoli i uroczycie zmierzy³a mu najpierw lewe, a potem prawe ucho, a na wszelki wypadek potem jeszcze raz prawe i lewe.
## [191] -Nie ulega w¹tpliwoci -owiadczy³a -kaSde twoje ucho posiada trzydzieci trzy centymetry szeæ milimetrów d³ugoci. Czy podaæ ci ten pomiar takSe w calach?
## [192] -Dziêkujê bardzo -wystarczy mi wiadomoæ, Se kaSde z moich uszu ma trzydzieci trzy centymetry z kawa³kiem -powiedzia³ Fikander. -Teraz, kiedy bêdê zamawia³ nauszniki, sprawa bêdzie o wiele prostsza.
## [193] --Oczywicie -odpar³a Bromba zagl¹daj¹c do kalendarzyka. -Wed³ug specjalnej tabeli potrzebne ci s¹ nauszniki numer 18.
## [194] -Zaraz sobie zapiszê -owiadczy³ Fikander, ale wcale nie zapisa³, tylko zacz¹³ ogl¹daæ jeden z termometrów.
## [195] -Dlaczego jeste niesprawiedliwa -zapyta³ -i nie mierzy³a mi uszu tym aparatem?
## [196] -Ten aparat s³uSy do pomiaru temperatury -powiedzia³a Bromba, wyjê³a mu z ³apki termometr i schowa³a do torby. -USywam go tylko przy podejrzeniu o chorobê.
## [197] Ale póniej, kiedy juS wraca³a samotnie do domu, przysz³a jej do g³owy dziwna myl.
## [198] Dlaczego uszu Fikandra nie moSna zmierzyæ termometrem? -myla³a.
## [199] G³upie pytanie -odpowiedzia³a sobie w myli -równie dobrze moSna by siê zastanawiaæ, dlaczego nie moSna zwaSyæ temperatury?
## [200] I choæ usi³owa³a na róSne sposoby odpêdziæ od siebie podobne pomys³y, ta nie dawa³y jej one spokoju.
## [201] ó³ta torba zaczê³a nagle ci¹Syæ, wiêc usiad³a i obrzuci³a j¹ krytycznym spojrzeniem.
## [202] -Rzeczywicie, strasznie duSo aparatów. Wiele wygodniej by³oby nosiæ ze sob¹ dyplom i jeden jedyny przyrz¹d do mierzenia wszystkiego.
## [203] I im d³uSej Bromba siê zastanawia³a, tym gwa³towniejsz¹ odczuwa³a potrzebê wyjanienia sobie problemu -dlaczego nie ma przyrz¹du do mierzenia wszystkiego?
## [204] PoniewaS po kilku tygodniach rozmylania nie mog³a dojæ do Sadnych wniosków,
## [205] uda³a siê do Centralnego Urzêdu do Mierzenia i WaSenia, gdzie poprosi³a o rozmowê z G³ównym Mierniczym. Bardzo siê ucieszy³, gdy j¹ zobaczy³, ale gdy wyjani³a mu powód swojej wizyty, przesta³ siê umiechaæ i popatrzy³ bardzo powaSnie
## [206] -Droga koleSanko -powiedzia³ -urz¹d nasz przez wiele lat pracowa³ nad skonstruowaniem aparatu do mierzenia wszystkiego. Ale sprawa jest o wiele trudniejsza, niS siê wydaje.
## [207] Mamy wiele dziedzin, których w³aciwie nie moSna wcale zmierzyæ. Nie ma aparatów do mierzenia urody, trudno jest dokonaæ pomiaru radoci lub smutku, a zrobienie jednego, jedynego przyrz¹du do mierzenia wszystkiego jest ca³kowicie niemoSliwe. Przynajmniej na razie.
## [208] Wiêc Bromba podziêkowa³a za rozmowê i dalej ruszy³a w wiat ze swoj¹ ciêSk¹, Só³t¹ torb¹. Tu w³aciwie urywa siê historia, o której moSna by powiedzieæ, Se mimo pozorów jest zawik³a-na, skomplikowana i tajemnicza, ale tak czêsto bywa z histori¹, w której uczestnicz¹ Bromby.
## [209] Utwór, który Bromba u³oSy³a sobie po rozmowie z G³ównym Mierniczym Centralnego Urzêdu do Mierzenia i WaSenia:
## [210] JuS tyle lat wêdrujê i
## [211] przeby³am wiele dróSek,
## [212] ale brakuje miary mi:
## [213] jak zmierzyæ me podróSe?
## [214] Czy kalendarzem, kiedy znów
## [215] kolejna kartka spad³a,
## [216] czy teS iloci¹ mi³ych s³ów
## [217] od Pciucha i Fikandra?
## [218] Czy moSe sum¹ wszystkich sum
## [219] podanych przez maszynki
## [220] lub (jak doradza³ pewien Fum)
## [221] policzyæ odpoczynki?
## [222] MoSeumiechy wszystkich paszcz
## [223] dodawaæ w jeden szereg,
## [224] a moSe w³anie kaSdy p³acz
## [225] powinien mieæ numerek?
## [226]
## [227] Wspólnych wyników moich tras (chociaS nie chcia³am wierzyæ) nie ma. I nie ma nawet szans, by wszystko naraz zmierzyæ. Trudno obliczyæSycia szlak, lecz b³¹dz¹ ci, co chc¹, by zw¹tpiæ w sk¹din¹d znany fakt nieomylnoci Bromby!
## [228]
## [229] Fikander
## [230] Fikander róSni siê od wszystkich. Z³oliwi mówi¹ nawet, Se Fikander robi wszystko, Seby odróSniæ siê od wszystkich, ale jest to tylko z³oliwoæ. Po prostu, jako poeta, Fikander powiêca wiêcej czasu na sprawy, które s¹ mniej waSne dla innych.
## [231] Na przyk³ad wybra³ siê kiedy na wspania³y mecz pi³ki noSnej pomiêdzy Puckami a Packami i zamiast ogl¹daæ, jak kopi¹ pi³kê, ca³y czas odwraca³ siê do ty³u, gdzie siedzia³a Malwinka.
## [232] -Podczas meczu pi³ki noSnej potrafi siê zakochaæ tylko Fikander -powiedzieli z³oliwi. No, ale Malwinka jest rzeczywicie liczna.
## [233] Podczas tego historycznego meczu zakoñczonego remisem dwa -dwa Fikander naprawdê zakocha³ siê w Malwince. Doko³a krzyki, marynarki powiewaj¹ w górze, spokojny zazwyczaj Fum tr¹bi na jakiej wielkiej okarynie, ma³e asiaki ci¹gn¹ wiewiórki za ogony, Pciuchy gwiSdS¹, koty machaj¹ transparentami, a Fikander patrzy tylko na Malwinkê!
## [234] I tak rozpoczê³a siê historia wielkiej mi³oci poety i zegarynki.
## [235] Malwinka-zegarynka pracowa³a w centrali telefonicznej i mi³ym, ciep³ym g³osem podawa³a godziny. Oczywicie by³o tam jeszcze kilka innych osób, dlatego Se o godzinê moSna siê zapytaæ przez telefon zawsze, ale Mai winka wykonywa³a tê pracê najczêciej, gdyS posiada³a doskona³¹ dykcjê i zawsze starannie trzyma³a siê regulaminu.
## [236] Podczas meczu bardzo siê zaniepokoi³a (bo oczywicie zauwaSy³a, Se Fikander przygl¹da siê jej bez przerwy), by³a jednak wyj¹tkowo skromna i nawet przez myl jej nie przesz³o, Se to z powodu jej urody.
## [237] A Fikander taki by³ niemia³y, Se nie mia³ odwagi podejæ i powiedzieæ, dlaczego siê jej przygl¹da. Go innego napisaæ poemat wierszem na sto stron, a zupe³nie co innego powiedzieæ dwa zdania do nieznajomej w czasie meczu pi³ki noSnej.
## [238] Wiêc Fikander zamiast po zakoñczeniu meczu podejæ i na przyk³ad bardzo uprzejmie zapytaæ: Czy Malwinka uwaSa, Se wynik jest s³uszny, albo czy Malwinka nie zechcia³aby z nim zamieniæ pani s³ów o pogodzie, ruszy³ w odleg³oci kilkunastu metrów za ni¹, ci¹gle nie mog¹c przestaæ siê przygl¹daæ.
## [239] Ma³pka przestraszy³a siê nie na Sarty. Sz³a bardzo szybko, a kiedy tylko wesz³a do domu, zamknê³a drzwi na klucz i zatelefonowa³a do Kajetana Chrumpsa.
## [240] -A jak wygl¹da podejrzany osobnik? -zapyta³ Kajetan.
## [241] -Nosi bardzo d³ugi szalik owiniêty kilka razy wokó³ szyi, uszy chyba po 30 centymetrów kaSde, bardzo duSe, piwne, smutne oczy, ubrany w czarne futerko z Só³tym szlaczkiem, pod pach¹ trzyma dwie ksi¹Ski, ci¹gle siê wpatruje w moje okno -powiedzia³a Malwinka.
## [242] -AleS to Fikander! -zawo³a³ Chrumps.
## [243] -Czy to bardzo grony przestêpca?
## [244] -Wstyd, Malwinko -powiedzia³ s³ynny detektyw -czySby nie czyta³a poematu Fikandra pod tytu³em Cieñ moich uszu przeklêty?
## [245] -Nie -powiedzia³a Malwinka -ostatnio ma³o czytam. Tyle osób chce wiedzieæ, która godzina...
## [246] -Mam pewien projekt, który u³atwi ci czytanie, ale o tym porozmawiamy potem, a teraz popro Fikandra do telefonu -powiedzia³ Kajetan.
## [247] Malwinka otworzy³a wiêc okno i zawo³a³a:
## [248] -Panie Fikandrze, pan Kajetan Chrumps prosi pana do telefonu.
## [249] Fikander zaczerwieni³ siê od stóp do g³ów i wszed³ do pokoju Malwinki, Seby wzi¹æ s³uchawkê.
## [250] -Halo, czy to Fikander? -zapyta³ detektyw.
## [251] -W pewnym sensie -odpowiedzia³ coraz mocniej zaczerwieniony poeta.
## [252] -Nie moSna byæ sob¹ w pewnym sensie, a nie byæ w innym -powiedzia³ Kajetan.
## [253] -MoSna -odpowiedzia³ smutno Fikander.
## [254] -Ale to ty? -zaniepokoi³ siê Kajetan.
## [255] -Ale to ja -odpowiedzia³ Fikander -w pewnym sensie.
## [256] -A jak ty siê czujesz, Fikandrze? Co ci przysz³o do g³owy, Seby chodziæ za Malwinka?
## [257] -Och! -westchn¹³ Fikander -przepiêknie...
## [258] -Wyt³umacz siê janiej, co przepiêknie?
## [259] -Nie mogê. Imiê rymuje siê przepiêknie... s³oninka... wêdlinka... koniczynka... przepiêknie...
## [260] -Zdaje siê, Se juS wiem, o co chodzi. Popro Malwinkê.
## [261] -O co?
## [262] -Do aparatu.
## [263] Fikander czerwony jak piwonia poda³ Malwince s³uchawkê, ale nie powiedzia³ ani s³owa. I kiedy detektyw zacz¹³ t³umaczyæ Malwince, Se s³awny poeta Fikander po prostu, jak to poeta, zamyli³ siê i trochê niechc¹cy poszed³ za ni¹, ale na pewno... S³awny poeta zamiast grzecznie wyjaniæ sytuacjê, uciek³ z mieszkania Malwinki strasznie zawstydzony i w ponurym nastroju.
## [264] Ale na nastêpny dzieñ Malwinka zobaczy³a rano, Se Fikander stoi pod jej oknem trzymaj¹cwrêku olbrzymi pêk kwiatów. By³y tam i bzy, i róSe, i godziki, i w ogóle bardzo duSo róSnych kwiatów pomieszanych. To by³o tak wzruszaj¹ce, Se Malwinka, choæ przecieS powinna mieæSal do Fikandra za wczorajszy dzieñ, wysz³a i powiedzia³a:
## [265] -Dzieñ dobry! Czy te kwiatki to dla mnie?
## [266] -Dzieñ dobry. Tak -odpowiedzia³ Fikander.
## [267] -Bardzo pan mi³y. Szkoda, Se pan wczoraj nie zosta³ d³uSej.
## [268] -Przepraszam -powiedzia³ Fikander i umiechn¹³ siê, chyba po raz pierwszy w Syciu, bo zawsze by³ powaSnym i zamylonym artyst¹.
## [269] -Zabiorê te kwiaty i wstawiê do wazonu u siebie w pracy -powiedzia³a Malwinka.-Przyjdzie pan do mnie, kiedy skoñczê pracê? Poszlibymy na karuzelê.
## [270] -Oczywicie! -powiedzia³ Fikander.
## [271] -To do widzenia -powiedzia³a Malwinka -wrócê ko³o godziny trzeciej.
## [272] -Do widzenia -powiedzia³ Fikander. -I znów siê umiechn¹³, ale teraz trochê smutniej, bo Malwinka odchodzi³a.
## [273] Malwinka teS siê zakocha³a w Fikandrze. Trwa³o to oczywicie d³uSej, bo tylko poeci potrafi¹ tak siê skupiæ, Seby zakochaæ siê na meczu pi³ki noSnej, ale b¹d co b¹d id¹c do pracy mia³a g³owê pe³n¹ rozwaSañ, jaki ten Fikander oryginalny, jakie interesuj¹ce pisze wiersze (poSyczy³a je sobie zesz³ego dnia od Pañci), jakie ma duSe oczy, jak sympatycznie siê umiecha... kiedy us³ysza³a za sob¹ g³os wiewiórki:
## [274] -Tego bym siê po tobie, Malwinko, nie spodziewa³a...
## [275] -Dzieñ dobry pani -przywita³a siê Malwinka.
## [276] -Tego bym siê nie spodziewa³a -powtórzy³a wiewiórka. -Jestem odpowiedzialna za stan naszego miejskiego ogrodu i w³anie siê zastanawia³am, kto dzisiaj nazrywa³ tyle kwiatów, a tu okazuje siê, Se to Malwinka. Mog³a przecieS poprosiæ, a nie tak brutalnie zrywaæ, co wpadnie pod rêkê...
## [277] Malwinka oczywicie wziê³a winê na siebie, ale kiedy Fikander przyszed³, Seby j¹ zabraæ na karuzelê,owiadczy³a:
## [278] -Przepraszam bardzo, ale mia³am dzi k³opoty z tego powodu, Se nazrywa³ pan kwiatów w miejskim ogrodzie, i niestety nie bêdê panu mog³a towarzyszyæ na karuzeli!
## [279] Powiedzia³a to tak uroczystym tonem, Se jej samej zrobi³o siê przykro, a Fikander znów milcza³.
## [280] Stojê jak raSony gromem -pomyla³. A potem poszed³.
## [281] -Dwunasta piêædziesi¹t trzy, dwunasta piêædziesi¹t trzy -mówi³a w³anie Malwinka, kiedy us³ysza³a w s³uchawce:
## [282] Pod twoim bia³ym domem
## [283] sta³em jak raSony gromem.
## [284] I bi³o me serce z ³omotem,
## [285] ale musia³em iæ potem.
## [286] Och, co za bolesna wiadomoæ:
## [287] ja zrywam kwiaty, ty nasz¹ znajomoæ.
## [288]
## [289] -Dwunasta piêædziesi¹t trzy, dwunasta piêædziesi¹t trzy -powtórzy³a Malwinka, choæ tylko Selazna wola powstrzymywa³a j¹ od przekroczenia regulaminu.
## [290] O, gdym ciê ujrza³ wród t³umu,
## [291] ma³o nie straci³em rozumu.
## [292] Za tob¹ szed³em skrycie,
## [293] móg³bym tak ca³e Sycie.
## [294]
## [295] Malwinka zna³a surowy regulamin zegarynek zakazuj¹cy prywatnych rozmów. £zy nap³ynê³y jej do oczu.
## [296] -Dwunasta piêædziesi¹t cztery, dwunasta piêædziesi¹t cztery -mówi³a.
## [297] Lecz s³odka by³a ta chwilka,
## [298] choæ jestem kopniêty jak pi³ka.
## [299] egnam ciê w bólu i trwodze.
## [300] CóS mi zosta³o -odchodzê.
## [301]
## [302] -Dwunasta piêædziesi¹t cztery, dwunasta piêædziesi¹t cztery... -Szczêknê³a odk³adana s³uchawka. Malwinka rozp³aka³a siê na dobre. Nikomu nie naleSy Syczyæ takiego wyboru: obowi¹zek czy uczucie? A piêkna Malwinka przeSy³a dwie najciêSsze minuty swojego Sycia od godziny dwunastej piêædziesi¹t trzy do dwunastej piêædziesi¹t piêæ.
## [303] I nie wiadomo, jak by siê skoñczy³a ca³a historia, gdyby nie roztargnienie Fikandra. Zrozpaczony, powtarzaj¹c sobie ca³y czas w myli: CóS mi zosta³o... odchodzê, wyszed³ z budki telefonicznej, zarzuci³ spakowany uprzednio plecak i ruszy³ przed siebie. PoniewaS nie wszystkie ksi¹Ski mieci³y siê w plecaku, niós³ takSe kilka w rêkach, a jego d³ugi, romantyczny szal rozwija³ siê coraz bardziej, wlók³ siê po ziemi i juS wkrótce poeta móg³ siê przekonaæ, sk¹d siê wziê³o jego odziedziczone po przodkach imiê. Fikn¹³ bowiem takiego fiko³ka, Se kiedy oprzytomnia³, powtarza³ przekrêcone s³owa: cóS mi odesz³o... zostajê, a nad sob¹ zobaczy³ pochylon¹ Malwinkê, która w³anie zmienia³a mu ok³ad na g³owie.
## [304] Fikn¹³ tak nieszczêliwie (albo szczêliwie, jak kto woli), Se musia³ leSeæ w ³óSku trzy dni i codziennie rano Bromba przychodzi³a zmierzyæ mu temperaturê szklanym termometrem. Malwinka robi³a mu kompot ze liwek. PoniewaS Kajetan Chrumps wynalaz³ w³anie urz¹dzenie magnetofonowo-zegarowo-telefoniczne, mog³a chodziæ do pracy, kiedy chcia³a, nawet juS wtedy, kiedy Fikander wyzdrowia³.
## [305] Wiewiórkê oboje jeszcze raz przeprosili i odczytali specjalny utwór na przeprosiny pod tytu³em Daremne Sale, próSny ogród. Od tej pory rozstaj¹ siê ze sob¹ bardzo rzadko, ale tê czêæ opowiadania pozostawmy samemu poecie...
## [306]
## [307] Kajetan Chrumps
## [308] Czym, a w³aciwie: kim jest Kajetan Chrumps?
## [309] S¹ tacy, którzy mogliby o nim opowiadaæ godzinami, s¹ teS tacy, którzy boj¹ siê wymawiaæ jego imiê lub nazwisko, s¹ wreszcie inni, którym pomóg³ i znikn¹³, zanim zdo³ali wyj¹kaæ s³owa podziêkowania.
## [310] Jest on bowiem jedynym zwierz¹tkiem, które posiada imiê i nazwisko (nie licz¹c setek pseudonimów, pod którymi siê kryje), jedynym zwierz¹tkiem naprawdê detektywistycznym.
## [311] Pomocy udziela nie wzywany, rozszyfrowuje zagadki, aresztuje (tak!) winnych, ods³ania tajniki przestêpstw i walczy w imieniu Prawa.
## [312] Legenda g³osi, Se urodzi³ siê w labiryncie i wyszed³ z niego natychmiast drog¹ dedukcji.
## [313] Od tego czasu wyda³ tak zdecydowan¹ walkê przestêpczoci zwierzêcej, Se ostatnio ma niewiele do roboty -uk³ada ³amig³ówki do pism rozrywkowych, reperuje stare zegary.
## [314] Ale by³ czas, kiedy miewa³ ³apki pe³ne roboty i musia³ pokonywaæ piêtrz¹ce siê przeciwnoci, samotnie pojedynkowaæ siê z wilkiem-morderc¹, kun¹-z³odziejem i z innymi przewrotnymi, gronymi przestêpcami.
## [315] Kajetan Chrumps zawsze pozosta³ nieustêpliwy i twardy i nigdy nie zboczy³ z wytyczonej drogi obowi¹zku.
## [316] Dla cis³oci trzeba wyjaniæ, Se nieprawdziwe s¹ plotki, jakoby mia³ niespoSyte si³y. Przeciwnie -mêczy³ siê jak kaSdy.
## [317] Zdarza³o mu siê nawet narzekaæ na reumatyczne bóle w ogonku, zw³aszcza kiedy jesiennymi wieczorami prowadzi³ jakie zawik³ane, wymagaj¹ce d³ugich podróSy ledztwo.
## [318] Jego wytarta zielona kurteczka (w kieszeniach której mia³ doskona³¹ procê, szk³o powiêkszaj¹ce oraz pude³ko pinezek) nie zawsze widaæ najlepiej chroni³a od ch³odów jesiennych.
## [319] MoSna by oczywicie powiêciæ osobn¹ ksi¹Skê przygodom Kajetana Chrumpsa (podobno nawet powstaje taka, a autorka, Bromba, nada³a jej tytu³ roboczy Kajetan Chrumps wkracza do akcji), ale nam chodzi raczej o skromn¹ prezentacjê osobowoci i charakteru, nie
## [320] o ca³kowit¹ ocenê tak bogatej przecieS dzia³alnoci.
## [321] JakSe jednak pomin¹æ w niniejszej opowieci fakt skomponowania i napisania przez Kajetana Chrumpsa Marsza Cierpliwych Detektywów? A oto ten marsz:
## [322] Cierpliwoæ cnot¹ detektywa.
## [323] Wytrwa³ym w dociekaniu b¹d,
## [324] zawsze b¹d!
## [325] Mylenie prawdê nam odkrywa,
## [326] wiêc sprawnie wnioskuj, sprawnie s¹d,
## [327] sprawnie s¹d!
## [328]
## [329] Ref.:
## [330] Hip! hip! rozumowanie!
## [331] i ch³odna logika!
## [332] Dok³adnie trzeba sprawdziæ,
## [333] co z czego wynika.
## [334] Hip! Hip! Hip!
## [335] Wiêc przemierzajmy nowe szlaki,
## [336] wêdrujmy kryj¹c w g³owie plan,
## [337] m¹dry plan!
## [338] Dopomagajmy stworom takim,
## [339] którym jest ciêSej, niS jest nam,
## [340] w³anie nam!
## [341] Niech sprawiedliwoæ triumfuje,
## [342] gdzie skierujemy dziarski krok,
## [343] mia³y krok!
## [344] A nam po trudach niech smakuje
## [345] wieSutki porzeczkowy sok,
## [346] pyszny sok!
## [347]
## [348] Sok porzeczkowy, to jedyny napój, który pije Kajetan Chrumps.
## [349] Nawet podczas niezwyk³ego pojedynku z tak zwanym genialnym przestêpc¹...
## [350] Ale zacznijmy od pocz¹tku. Pewnego mglistego, padziernikowego poranka, kiedy
## [351]
## [352] opadaj¹ce licie zacieraj¹lady, a jesienny deszcz roztapia dowody rzeczowe, Kajetan Chrumps sta³ za wêg³em duSej kamienicy nr 17.
## [353] Od wielu tygodni by³ na tropie szczególnie wyrafinowanego przestêpstwa, ale przestêpca wymyka³ siê, kluczy³ i Kajetan Chrumps czu³, Se ma do czynienia z kim, kto nie jest przeciêtnym umys³em, z kim, kto przenika przez jego sprytne pu³apki, ba, czasami wrêcz drwi sobie z niezmordowanego detektywa.
## [354] W³anie roznosiciel mleka wychodzi³ z kamienicy nr 17, a Kajetan wlizgiwa³ siê w drzwi, powtarzaj¹c sobie: -MoSe zd¹Sê na. czas, moSe zd¹Sê...
## [355] Niestety. Kiedy stan¹³ przed drzwiami na trzecim piêtrze, dostrzeg³, Se w jednej z butelek brakuje mleka. Tak by³o zawsze. Chrumps juS dawno ustali³, Se pirat grasuje wród ulic Wielkiego Miasta, wybieraj¹c zawsze jaki duSy piêtrowy dom z numerem 17, i Se zawsze znika mleko tylko z jednej jedynej butelki (choæ przecieS roznosiciele stawiali mleko przed prawie kaSdymi drzwiami).
## [356] Zagadka tkwi³a w tym, które drzwi i dlaczego wybiera przestêpca. Nie sposób by³o codziennie okr¹Saæ wszystkie domy z nr 17, naleSa³o liczyæ, na to, Se wreszcie Kajetan Chrumps odnajdzie jako klucz do zagadki.
## [357] Detektyw wiedzia³ bardzo duSo. Wiedzia³ nawet, kim jest jego przeciwnik, bo strwoSone podziemie kryminalne powtarza³o czêsto to imiê zlêkiem i czci¹, a s³uSba bezpieczeñstwa z niechêci¹ i ukrywanym zak³opotaniem -Kot Makawity.
## [358] Makawity by³ postaci¹ prawie mityczn¹. Opowiadano o nim, Se wygl¹da jak zwyk³y kot, Se mieszka gdzie w Wielkim Miecie i Se to w³anie on jest tym geniuszem, który nieuchwytny planuje, za drobne zreszt¹ datki, najbardziej skomplikowane rabunki.
## [359] Makawitego nikt nie widzia³, dane co do koloru, rasy, ba, nawet rozmiarów by³y sprzeczne. Ale Makawity musia³ siê odSywiaæ i dlatego Kajetan Chrumps z uporem maniaka sprawdza³ wszystkie domy nr 17. Tym razem takSe niewiele przynios³a wizja lokalna. Ma³y, okr¹g³y otwór w cienkiej blaszce kapsla, ani odcisku pazura, dok³adnie pozamykane wszystkie okna.
## [360] Kajetan uwaSnie obejrza³ siê doko³a. Drzwi mia³y numer 33 i naleSa³y do pana Sêdzimira Twarbga. Kiedy wpisywa³ do notesu te dane, sprawdzi³ jeszcze raz poprzednie i myl, jak b³yskawica, przebieg³a mu przez g³owê.
## [361] Gdy szed³ juS pónym popo³udniem wzd³uS dzielnicy willowej, nadal liczy³: Jerzy Pac -osiem liter plus 17 to razem 25! Nies³ychane!
## [362] Makawity wypija³ mleko tylko tam, gazie suma liter imienia i nazwiska odjêta od numeru mieszkania wynosi³a 17!
## [363] Nie by³o to wiele, ale juS co. Do póna w nocy wertowa³ detektyw spis ludnoci, aS wreszcie zaryzykowa³. Ukryje siê jutro w okolicy mieszkania pani Zofii Patyczek nr mieszkania 30, nr domu, oczywicie, 17!
## [364] Pod starym, odwróconym kub³em czeka³ nasz bohater na odejcie roznosiciela mleka. Gdy umilk³y kroki na schodach, Kajetan Chrumps wstrzyma³ oddech. Ciche skrzypniêcie, potem drugie, bezszelestnie wysuwa siê ze zsypu na mieci elegancki czarny kot w bia³ych
## [365] rêkawiczkach i... za pomoc¹ cieniutkiej s³omki cocktailowej chce wypiæ mleko!
## [366] Nagle zadudni³ g³os detektywa spod kub³a:
## [367] -W porz¹dku, Makawity. Mam pana na procy! Proszê nie próbowaæSadnych sztuczek!
## [368] Trzeba przyznaæ, Se Makawity szybko siê opanowa³. Choæ zaskoczony, nie okaza³ specjalnego zdziwienia.
## [369] -Pan Kajetan Chrumps? -zapyta³. -Wiele o panu s³ysza³em! Trudno -westchn¹³ ciêSko -przegra³em!
## [370] Kajetan podszed³ do niego i owiadczy³ opuszczaj¹c procê:
## [371] -Teraz, kiedy juS pana obejrza³em osobicie, rzeczywicie nie ma pan Sadnych szans! Odnalaz³bym pana na koñcu wiata!
## [372] -Jaki los mnie czeka? -zapyta³ Makawity.
## [373] -CóS, nie s¹dzê, Seby ucieszy³o pana oddanie w rêce poszkodowanych -mrukn¹³ Chrumps.
## [374] Makawity wzdrygn¹³ siê.W¹sy mu opad³y i wygl¹da³ bardzo Sa³onie.
## [375] -Jeli mam byæ szczery, mnie takSe nie odpowiada takie rozwi¹zanie -owiadczy³ detektyw. -Takie sprawy lepiej za³atwiaæ miêdzy nami zwierzêtami. Dam panu-szansê! Jestem zwolennikiem rehabilitacji -ci¹gn¹³ dalej -ale chodmy st¹d, bo obaj oberwiemy, choæ nawet nie napocz¹³ pan tego mleka. Porozmawiamy u mnie w domu.
## [376] A gdy juS usiedli w ciep³ej norce, detektyw kontynuowa³ swoj¹ wypowied:
## [377] -Obaj wiemy, Se nie jest pan byle kim, Makawity! Dlatego teS pragnê pana potraktowaæ jak kota honoru. Obaj wiemy, Se to, co panu udowodni³em, to banalne i w gruncie rzeczy minimalne przestêpstwo. Niewiele panu grozi, ale wystarczy, by grz¹z³ pan dalej. Jeszcze nieraz moSe siê panu polizn¹æ ³apa, gdy juS trafi³ pan do mojej kartoteki. A oto moje warunki: zrezygnuje pan z dzia³alnoci przestêpczej i z udzielania wszelkich porad wszystkim pospolitym rabusiom, naprawi pan, o ile to moSliwe, szkody wyrz¹dzone przez siebie i przyrzeknie, Se raz na zawsze zrywa pan z dotychczasowym Syciem.
## [378] Makawity zamyli³ siê g³êboko.
## [379] -To nie jest takie proste -miaukn¹³ -ja nawet nigdzie nie mieszkam.
## [380] Nagle wzrok jego pad³ na stoj¹ce na stoliku szachy. Zawieci³y siê kocie oczy.
## [381] -Panie Kajetanie -zacz¹³ -proszê darowaæmia³oæ -ale czy przed moj¹ ostateczn¹ decyzj¹ nie moglibymy zagraæ paru partii? Zawsze marzy³em o takim przeciwniku jak pan.
## [382] Chrumps zgodzi³ siê chêtnie, bo czu³, Sebêdzie to jedna z takich gier, które
## [383] najbardziej lubi³, Sebêdzie to gra o wysok¹ stawkê, o przekonanie Makawitego do uczciwego
## [384] Sycia.
## [385] Ustalili, Se mecz bêdzie mia³ 12 partii. CzyS moSna opisaæ tê wspania³¹ walkê intelektów?
## [386] S³oñce wstawa³o na niebie, by znowu siê schowaæ, a oni grali partiê po partii. Detektyw popija³ sok porzeczkowy, a swojego niezwyk³ego gocia czêstowa³ mlekiem.
## [387] I sta³o siê, co siê musia³o staæ. Kajetan
## [388] Chrumps odniós³ zwyciêstwo. A Kot Makawity nie tylko da³ mu wtedy s³owo honoru, Se nigdy nie bêdzie mia³ powi¹zañ ze wiatem przestêpczym, ale nawet poprosi³, czy nie móg³by wpaæ czasem na szachy, na rewanS.
## [389] Obszerniejsz¹ relacjê z tych wydarzeñ znaleæ moSna bêdzie w ksi¹Sce Bromby, która w³anie waha siê, czy nie zmieniæ tytu³u na nastêpuj¹cy: Rehabilitacja Kota Makawitego.
## [390]
## [391] Pierwsze wiadomoci o Vicewersach dzikich
## [392] Lustra posiadaj¹ swoj¹ tajemnicê.
## [393] Nie ulega najmniejszej w¹tpliwoci, Se w lustrach mieszka specjalna odmiana Vicewersów dzikich, czyli Zwierz¹t Odbitych.
## [394] Czy zastanawialicie siê przez chwilê, co siê odbija w lustrze, które stoi naprzeciw lustra? Oczywicie to lustro, które stoi naprzeciw lustra i nawzajem. Ale takie odbijanie siê nawzajem jest wystarczaj¹co nudne, Seby po pewnym czasie które lustro nie odbi³o czego, czego w tamtym drugim wcale nie ma, i Seby nie zaczê³y siê miêdzy lustrami wzajemne wykrzywiania, które prowadz¹ w³anie do powstania Vicewersów dzikich.
## [395] Vicewersowie przybieraj¹ rozmaite, bardzo wyszukane kszta³ty.
## [396] Odznaczaj¹ siê teS pewn¹ specyficzn¹ cech¹ -nigdy nie wiedz¹, która ³apka jest lewa, a która prawa.
## [397] Zasadniczo Vicewersowie Syj¹ w stadach, ale trudno jest spotkaæ nawet pojedynczego Vicewersa, bo przed ludzkim wzrokiem kryj¹ siê b³yskawicznie.
## [398] Posiadaj¹ wiele interesuj¹cych obrzêdów ludowych, pieni, legend, obyczajów i nies³usznie nazywa siê ich dzikimi, ale nazwê przyjêto, by odróSniæ ich od zupe³nie nieciekawych Vicewersów zwyk³ych, które moSna obejrzeæ w lustrze, ile razy tam siê zajrzy.
## [399] Hymn, który piewaj¹ zawsze podczas swej najwiêkszej uroczystoci -wiêta Wielkiego Odbicia -daje najlepszy dowód ich wysokiej kultury:
## [400] Gdy kryszta³ luster zab³ynie,
## [401] gdy wiat³em siê, szyby,
## [402] zaskrzycie, niech kaSdy sobie wymyli
## [403] jeszcze ciekawsze Odbicie!
## [404] Jak dobrze nie byæ podobnym,
## [405] gdy przejrzysz siê po raz trzeci,
## [406] jak dobrze z lewa mieæ prawo
## [407] i vice versa naprzeciw!!!
## [408]
## [409] A oto legenda zwi¹zana ze wiêtem Wielkiego Odbicia: Dawno, dawno temu, kiedy na wiecie nie by³o jeszcze luster, Vicewersowie prowadzili trudny i pe³en wyrzeczeñ tryb Sycia. PodróSowali od strumyka do jeziorka, od jeziorka do rzeczki, od rzeczki do jakiego róde³ka -wszystko w nadziei, Se uda im siê osi¹gn¹æ tak zwane podwójne odbicie, które jest warunkiem ich dobrego samopoczucia.
## [410] Nikt wtedy nawet nie marzy³ o salach baletowych pe³nych luster, wielkich halach teatralnych, ba, zwyk³a szyba wydawa³a siê czym nieosi¹galnym, zreszt¹ nie zosta³a jeszcze po prostu wynaleziona.
## [411] OtóS którego dnia dotar³a do Vicewersów wiadomoæ, jakoby pewien król, mieszkaj¹cy za siódm¹ gór¹ i za siódm¹ rzek¹, posiad³ narzêdzie doskonale odbijaj¹ce i Se nic nie robi, tylko w nie patrzy.
## [412] Jaskó³ki, które przynios³y tê informacjê, by³y bardzo podniecone i opowiada³y, Se ca³y kraj leSy w ruinie, a król nic, tylko siê przegl¹da.
## [413] Zebrali siê wiêc wszyscy Vicewersowie i rada w radê ustalili, Se trzeba wys³aæ kogo na zwiady. Ale Se nikt nie chcia³ wyruszaæ w tak¹ d³ug¹ podróS, wiêc ci¹gniêto losy.
## [414] No i los pad³ na wyj¹tkowo okropnego Vicewersa. Vicewersowie dzicy w ogóle nie s¹ ³adni, ale ten naleSa³ do najbrzydszych, tak Se nawet wród swoich nazywano go Pokrak¹.
## [415] WyobraSam sobie, ile musia³ siê biedny Pokraka namêczyæ, zanim dotar³ za siódm¹ górê i za siódm¹ rzekê!
## [416] Kiedy przyby³ pod pa³ac, by³ tak zmêczony, Se z wielkim trudem wlizn¹³ siê do konewki, a potem na miednicê królewsk¹. Itak mu siê uda³o, Se od razu na królewsk¹!
## [417] Patrzy Pokraka: wstaje rano król, ale jeszcze przed umyciem zagl¹da w kwadratowe pude³eczko, które trzyma w rêku, i mówi do siebie:
## [418] -Ojojoj, ale ze mnie ³adny król! No, no! Oczy jakie mam b³yszcz¹ce, nosek jaki, a ta korona jaka elegancka!
## [419] Spojrza³ Pokraka, a tu król trzyma w rêku lustro, pierwsze lustro, jakie by³o wtedy na wiecie.
## [420] Zebra³ siê Pokraka w sobie i hop! Skoczy³ do lusterka. Ale mu tam dobrze! Tylko Se siê jeszcze nie umia³ chowaæ, wiêc go król zobaczy³.
## [421] -A to co znowu? -wrzasn¹³ król -czy ja tak wygl¹dam?
## [422] -Jeszcze gorzej -powiedzia³ Pokraka i tak siê skrzywi³, SeaS królowi o ma³o szczêka nie wyskoczy³a z zawiasów.
## [423] -Oj! -zawo³a³ król -co to jest?
## [424] -Bêdzie jeszcze gorzej, jak bêdziesz to przechowywa³ dla siebie! -mrukn¹³ Pokraka.
## [425] -Co takiego? -pyta król.
## [426] -To, w czym ja siedzê -rzek³ Pokraka.
## [427] -Lustro? AleS lustra s¹ bardzo drogie!
## [428] -No to co z tego? Co to za w³adca, który nie myli o szczêciu swoich poddanych, tylko wci¹S siê przegl¹da! -owiadczy³ Pokraka i zrobi³ tak paskudn¹ minê, SeaS króla zemdli³o.
## [429] -Przestañ, przestañ -krzykn¹³ król -zaraz zacznê myleæ o szczêciu swoich poddanych!
## [430] -No, Seby tylko! -pogrozi³ Pokraka królowi i tak wyba³uszy³ oczy, jakby siê dusi³.
## [431] -Tylko nie to, tylko nie to -prosi³ król -juS biegnê!
## [432] I rzeczywicie zostawi³ lustro i pobieg³ wydaæ rozkazy, Seby ludziom by³o lepiej i Seby zrobiæ duS¹ fabrykê luster, i jeszcze wyda³ taki rozkaz, Se kaSdy siê moSe przegl¹daæ, ale nie za duSo, bo od tego ludzie trac¹ rozum.
## [433] Pokraka jeszcze parê razy mu siê pokaza³, a gdy sprawdzi³, Se król rzeczywicie sporz¹dnia³, powêdrowa³ do swoich, by oznajmiæ, Se nasta³y dobre czasy.
## [434] I dzieñ, kiedy Pokraka po raz pierwszy pokaza³ siê w lustrze, do dzi jest wiêcony jako Dzieñ Wielkiego Odbicia, za Pokraka i jego potomkowie maj¹ prawo pokazywaæ siê kaSdemu, kto za d³ugo patrzy w lustro albo jest z³ym w³adc¹.
## [435]
## [436] Bunt Psztymucla
## [437] Psztymucle naleS¹ do tak zwanych zwierz¹tek autotematycznych. Oznacza to, Se g³ównym tematem ich rozmów s¹ zamieszkiwane przez nie auta.
## [438] W kaSdej fabryce doskonale wiedz¹, Se zanim jeszcze auto zejdzie z tamy produkcyjnej, juS wlizguje siê do niego rodzina Psztymucli i chowa siê w róSnych zakamarkach wieSo wyprodukowanego samochodu.
## [439] Zdarza siê, Se Psztymucle przywi¹zuj¹ siê do zamieszkiwanego przez siebie wozu, ale bywa teS, Se zamieniaj¹ siê co jaki czas z inn¹ rodzin¹. NiezaleSnie jednak od tego, czy Psztymucle trzymaj¹ siê jednego miejsca, czy krêc¹ siê z wozu do wozu, bez przerwy rozmawiaj¹ o samochodach.
## [440] Glêdz¹ i nudz¹, bredz¹ i plotkuj¹, gawêdz¹, narzekaj¹, opowiadaj¹ i wymieniaj¹ dowiadczenia wy³¹cznie na ten jeden temat.
## [441] A oto jak wygl¹da typowa rozmowa Psztymucli:
## [442] -Cicho, zdaje siê, Se silnik le pracuje! -wo³a tata Psztymucel.
## [443] -Cicho, dzieci -strofuje mama.
## [444] -Cicho, ty Psztymuclu -mówi ma³y Psztymucel do brata.
## [445] Ca³a rodzina zaczyna nas³uchiwaæ, bacznie wpatrzona w tatê.
## [446] -Zdawa³o mi siê -decyduje tata -to tylko zmiana biegów.
## [447] -Tyle lat tu mieszkasz i jeszcze nie wiesz, kiedy siê zmienia biegi -awanturuje siê mama.
## [448] -Tato -wo³a najm³odszy synek -co to za marka?
## [449] Ojciec wychyla siê z samochodu przez rurê wydechow¹ i patrzy w dal za odjeSdSaj¹cym w przeciwn¹ stronê wozem.
## [450] -To by³y angielskie Psztymucle -owiadcza z zazdroci¹ -wóz marki Jagular.
## [451] -Jagulary s¹ dobre, prawda? -dopytuj¹ siê synowie.
## [452] -Prawda, prawda -mówi ze z³oci¹ ojciec i prze³azi na akumulator.
## [453] -A mysiê musimy mêczyæ z tym gruchotem -dokucza tacie mama.
## [454] -Cicho! -krzyczy tata -zdaje mi siê, Se woda kapie z ch³odnicy!
## [455] -Cicho! -pomaga mu mama.
## [456] -Cicho! -szturcha brat brata.
## [457] Po d³uSszej chwili tata udaje siê w kierunku ch³odnicy i wraca stamt¹d z zatroskan¹ min¹.
## [458] -Nie kapie, ale za to chlupie -mówi -chlupie i chlupie.
## [459] -Pewnie za ma³o nalane -pociesza Sona.
## [460] -Tato! -wo³a drugi syn -co to za marka?
## [461] Wiêc ojciec znów idzie na koniec rury wydechowej, Seby popatrzeæ i daæ odpowied.
## [462] Rozmowy takie prowadz¹ przez ca³¹ podróS, na postoju i w garaSu, choæ oczywicie s¹ róSne odmiany Psztymuclów. Ta rodzina, której rozmowê opisa³em, jest najmniej sympatyczna, ale s¹ inne, nieco milsze, jedne specjalizuj¹ siê w samochodach rajdowych, inne w ciêSarowych, ale ³¹cz¹c¹ je cech¹ jest to, Se nigdy nie opuszczaj¹ swoich aut, chyba Se w celu zamiany na inne.
## [463] Zdarzy³o siê jednak w pewnej rodzinie, i to w³anie w takiej tradycyjnej rodzinie, jak opisana przed chwil¹, Se pewien m³ody Psztymucel o imieniu Nulek, zamiast zawo³aæ którego dnia na widok mijanego samochodu: -Tato, co to za marka? -zawo³a³:
## [464] -Tato, co tam jest za tym samochodem? Ojciec zdziwi³ siê bardzo, ale poszed³ popatrzeæ, a kiedy wróci³, powiedzia³:
## [465] -Tam jest wielki zbiornik wody. Woda jest potrzebna do ch³odnic i do mycia szyb. Cicho, zdaje siê, Se piszcz¹ opony!
## [466] Ale Nulek zamiast nas³uchiwaæ w skupieniu, sam pobieg³ spojrzeæ na znajduj¹ce siê po przeciwnej stronie szosy jezioro. Patrzy³, patrzy³, patrzy³ (w tym czasie reszta rodziny sprawdzi³a opony i zd¹Sy³a siê martwiæ prac¹ ganika, kierownicy oraz pr¹dnicy), patrzy³, dopóki nie znik³y mu z oczu ostatnie kêpy tataraku wokó³ jeziora.
## [467] Od tego dnia zmieni³ siê nie do poznania. Zamiast razem z reszt¹ rodziny interesowaæ siê stanem technicznym swojego auta i markami cudzych, zadawa³ pytania tak odleg³e od tematu, Se ani rodzice, ani rodzeñstwo nie potrafili mu odpowiedzieæ. Wreszcie zdecydowa³ siê na krok, który dla kaSdego normalnego Psztymucla jest nie do pomylenia: poprosi³ rodziców, aby pozwolili mu wysi¹æ na rodku drogi! Wywo³a³o to w nich straszliwe zak³opotanie.
## [468] Kiedy wreszcie uwierzyli, Se Nulek nie Sartuje i Se chce ot, tak sobie, powêdrowaæ w wiat bez samochodu, usi³owali mu wyt³umaczyæ, Se to wstyd przed wszystkimi Psztymuclami. Ale Nulek siê upar³, wiêc co mieli zrobiæ, poSegnali go ze smutkiem i przeraSeniem i pozwolili wysi¹æ.
## [469] Ruszy³ Nulek w inny, nie automatyczny wiat, gdzie wszystko by³o obce, nowe i nieznane. Zaraz na pocz¹tku spotka³ jad¹c¹ na rowerze Brombê, która podrzuci³a go kawa³ek i wskaza³a krótsz¹ drogê do jeziora. Przez las przeprowadzi³a go pewna wiewiórka, a dalej szed³ juS sam, aS doszed³ do jeziora, które kiedy widzia³ z koñca rury wydechowej.
## [470] Kiedy patrzy³o siê na nie z bliska -by³o tak piêkne, ciche i spokojne, Se Nulek
## [471] zapragn¹³ zostaæ tam na zawsze. Zamieszka³ na przystani ³ wys³a³ poSegnalny list do swego samochodu. List brzmia³ tak:
## [472] Kochani!
## [473] Ten zbiornik wody nazywa siê jezioro. Dosta³em tu auto, które siê nazywa tratwa. Pracuje ciszej od najcichszego znanego Warn motoru; chociaS jedzi trochê wolniej i odrobinê chlupie. Niczego nie trzeba kontrolowaæ, bo porusza siê bez kó³, bez kierownicy i bez szosy. Wiem, Se Wy lubicie bardzo szybk¹ jazdê, wiêc nie zapraszam, ale ja chyba tu zostanê.
## [474] Wasz kochaj¹cy syn Nulek
## [475] Kiedy mama Nulka przeczyta³a list, by³a bardzo wzruszona.
## [476] -A widzisz -powiedzia³a do mêSa -nasz Nulek teS sobie znalaz³ specjalizacjê. MoSe nie rajdow¹, ale zawsze...
## [477] -Cicho! -wrzasn¹³ tata -chyba b³otnik siê telepie!
## [478] Rodzina Psztymuclów nastawi³a czujnie uszy.
## [479]
## [480] Glisando
## [481] Czy moSna mieszkaæ w muzyce? Nie w fortepianie, w skrzypcach, w organkach czy gwizdku, ale w samej muzyce, w dwiêkach, które kr¹S¹, w tonach, które dwiêcz¹,w piosenkach, które brzmi¹ dooko³a?
## [482] Ryby mieszkaj¹ w wodzie, ptaki w powietrzu, bakterie mog¹ mieszkaæ w splenia³ym chlebie, Pciuch w czasie, GSdacz w innym wszechwiecie, natomiast Glisando mieszka w muzyce.
## [483] Oczywicie nie kaSdy moSe zauwaSyæ jego obecnoæ, ale zawsze, kiedy dwiêki podskakuj¹ jak p³aski kamieñ umiejêtnie rzucany po wodzie, kiedy przelizguj¹ siê jakby na niewidocznych ³ySwach, oznacza to, Sew rodku siedzi Glisando.
## [484] Glisando przepada za nurkowaniem i wynurzaniem siê zdwiêków, a jego ulubion¹ zabaw¹ jest wy³apywanie i po³ykanie dwiêków fa³szywych, zanim dotr¹ one do s³uchaczy.
## [485] Czasem musi siê zdrowo napracowaæ, nim z³apie, zatrzyma i po³knie fa³szywy dwiêk, a zdarza siê (gdy fa³szywych dwiêków jest za duSo), Se wyrywaj¹ siê one jednak i rozbiegaj¹ wokó³.
## [486] KaSdy muzyk potrafi zauwaSyæ, jak siê miewa jego Glisando. Czasem Glisando jest wypoczêty, pe³en zapa³u i energii i nawet nie ma mowy o tym, aby przepuci³ jaki fa³sz, innego za dnia rozleniwiony, w ogóle nie dba o porz¹dek w muzyce, a nawet z³oliwie przestawia dwiêki, burz¹c zaplanowany porz¹dek. Zdarza siê to rzadko, ale czasem siê zdarza.
## [487] Glisando nie moSe mieæ, oczywicie, jednej piosenki, w kaSd¹ melodiê wpisuje sobie swoje w³asne teksty, znane zreszt¹ kaSdemu, kto tylko dobrze siê ws³ucha.
## [488] Raz to jest: tr¹ tatata lub: trututu, kiedy indziej: ³a³a³a, la la la, bywa teS: parura tatata, mtutu, mtutu i jeszcze wiele podobnych cichutkich mruczanek Glisanda.
## [489] Pewnego razu Glisando, którego przyjaciele zwali Odiridi Uha, lizga³ siê jak zwykle po swojej ulubionej melodii, kiedy zauwaSy³ cz³owieka maluj¹cego obraz. By³ to wybitny malarz, pan Tempera. Pan Tempera w olbrzymim skupieniu nak³ada³ na rozpiête na p³aszczynie p³ótno wiêksze i mniejsze kropki, czerwone i zielone plamki, niebieskie kreski, Só³te zygzaki i mrucza³ do siebie:
## [490] -Abstrakcja. Czysta abstrakcja. Zupe³na abstrakcja. Jeszcze tutaj po³oSê czarnego kleksa... hmm, tak, abstrakcja...
## [491] (Obrazy abstrakcyjne to takie obrazy, na których nie jest namalowane nic, co mog³oby cokolwiek przypominaæ. Wydaje siê to ³atwe, ale wcale tak nie jest).
## [492] -Ojej! -przerazi³ siê pan Tempera -ten kleks przypomina Syrafê. Czarna Syrafa -to wprawdzie bardzo ³adne, ale przestanê byæ abstrakcjonist¹... muszê natychmiast zamalowaæ Syrafê...
## [493] Nabra³ Só³tej farby i chlapn¹³ na czarn¹Syrafê.
## [494] -Tak... chyba dobrze... ale nie! Teraz to wygl¹da jak czarno-Só³ta Bromba! Chlapnê czerwon¹ farb¹... No, chyba juS w porz¹dku...
## [495] Cofn¹³ siê dwa kroki i aS z³apa³ siê za g³owê.
## [496] -PrzecieS namalowa³em czarno-Só³to-czerwony tramwaj!
## [497] -Odiridi uha! -zapiewa³ cichutko Odiridi.
## [498] -A to co? -zdziwi³ siê pan Tempera.
## [499] -Tu Glisando, uha! -zapiewa³ Odiridi.
## [500] -Ach, Glisando -zorientowa³ siê malarz -bardzo mi mi³o.
## [501] -Co nie idzie, uha? -zapyta³ Glisando.
## [502] -Niestety -powiedzia³ zmartwiony malarz -wszystko, co malujê, przypomina, kszta³tami jakie przedmioty, a jako abstrakcjonista nie powinienem do tego dopuciæ. Chyba zacznê malowaæ portrety, to o wiele ³atwiejsze.
## [503] -Mnie namaluj, uha! -zawo³a³ Odiridi.
## [504] -Ale przecieS ciebie nie moSna sportretowaæ. Nikt nie wie, jak wygl¹dasz.
## [505] -Ja ci powiem, uha! -zapiewa³ Glisando. -Najpierw Só³t¹, uha!
## [506] Pan Tempera, nie bardzo dowierzaj¹c, zanurzy³ pêdzel w Só³tej farbie, a Odiridi ca³y czas dyrygowa³:
## [507] -D³uga kreska, uha! Teraz zieleñ, uha! Ma³a kropka, uha!
## [508] Pan Tempera i Glisando malowali wspólnie przez ca³e popo³udnie, zanim Odiridi nie stwierdzi³, Se jest zadowolony i Se podobieñstwo jest uderzaj¹ce. Malarz ogl¹da³ obraz ze wszystkich stron.
## [509] -A wiêc tak wygl¹dasz... hmmm... bardzo ³adnie... to mi niczego nie przypomina... czy nie mia³by nic przeciwko temu, abym twój portret pos³a³ na wystawê? Podpisa³bym Portret Odiridi.
## [510] Na tak¹ propozycjê kaSdy chyba siê zgodzi bez wahania. Odiridi nie tylko wyrazi³ zgodê, ale by³ wyranie dumny ze swego portretu. Opowiada³ o tym wszystkim znajomym Glisandom, które zaczê³y siê zg³aszaæ do pana Tempery, prosz¹c, aby takSe im zechcia³ wykonaæ podobizny.
## [511] Pan Tempera zgadza³ siê chêtnie i w ten sposób powsta³a wielka wystawa. Przyszli wszyscy koledzy malarze i zaczêli ogl¹daæ prace pana Tempery.
## [512] -Dziwne tytu³y daje pan Tempera -mówili. -Parura z rodzin¹, Tipitipitip i Hoc Hoc, Umfa Umfa zadumany.
## [513] -Dla nas to s¹ raczej obrazy abstrakcyjne! -Mówili to jednak z podziwem, bo obrazy bardzo im siê podoba³y. PrzecieS ma³o jest równie piêknych zwierz¹tek jak m³ode, zdrowe Glisanda.
## [514]
## [515] Glu-Filmowiec
## [516] Ma³y Glu bardzo lubi³ ogl¹daæ telewizjê. Dot¹d musia³ to robiæ u Kajetana Chrumpsa (który jako rzecznik postêpu przywióz³ telewizor z jakiej zagranicznej podróSy), ale wreszcie sprowadzi³ sobie aparat do w³asnej norki na przedmieciu.
## [517] Glu naleSy do tych nieduSych i ma³o znanych istot, które nie wyróSniaj¹ siê niczym specjalnym. Prowadz¹ swoje Sycie z dnia na dzieñ, z miesi¹ca na miesi¹c, przygotowuj¹c zapasy na potem albo zjadaj¹c zapasy z przesz³oci.
## [518] Kiedy kto mija³ Glusia na drodze, zawsze Glu pierwszy mówi³: Dzieñ dobry! I kaSdy uwaSa³, Se tak byæ powinno.
## [519] Glu miewa³ róSne interesy oraz waSne dla niego sprawy z rozmaitymi zwierz¹tkami (kosi³ na przyk³ad trawê boiska na mecz asiaków z esiakami lub dostarcza³ Psztymuclom potrzebne narzêdzia), ale w³aciwie by³ bardzo samotny.
## [520] Kajetan Chrumps, choæSyczliwie otwiera³ telewizor i chêtnie pomaga³ w trudniejszych krzySówkach, zbyt by³ zajêty naprawdê powaSnymi problemami, by okazaæ Glusiowi trochê wiêcej serdecznoci.
## [521] Bromba wymierzy³a ma³emu wprawdzie wszystko, co naleSy, ale mia³a wiele obowi¹zków i ci¹gle podróSowa³a, wiêc nie mog³o byæ mowy o czêstych przyjacielskich rozmowach. Tylko czasem, kiedy spotykali siê na drodze, siadali obok siebie i po jakim czasie Bromba mówi³a refleksyjnie:
## [522] -Taaak...
## [523] Glu by³ wtedy bardzo dumny, Se tak powaSna osoba snuje przy nim refleksje, i wzdycha³ ze zrozumieniem. Bromba spogl¹da³a na niego z wdziêcznoci¹, chwilê milcza³a, a potem dodawa³a:
## [524] -Tak. Tak.
## [525] Glu aS wstrzymywa³ oddech, Seby daæ odczuæ Brombie, jak bardzo docenia jej zamylenie. Bromba podnosi³a oczy na bezchmurne niebo, jak gdyby chc¹c sprawdziæ, czy nie ma tam czego, co by moSna zmierzyæ, patrzy³a pos¹gowa w bezkresny ogrom b³êkitu d³ugo, d³ugo...
## [526] Wreszcie poprawia³a torbê, wraca³a spojrzeniem do znieruchomia³ego Glusia koñczy³a jakie rozpoczête w mylach zdanie:
## [527] -Niew¹tpliwie.
## [528] A Ma³y chrz¹ka³ wtedy uszczêliwiony, staraj¹c siê nadaæ temu chrz¹kniêciu najbardziej odpowiedni charakter, Seby chrz¹kniêcie zawiera³o w sobie zarówno aprobatê dla tego, co przez ca³y czas myla³a Bromba, jak i podkrelenie faktu, Se on, Glu, zgadza siê z przedmówc¹, a tylko przez delikatnoæ nie chce tego powtarzaæ g³ono.
## [529] O innych znajomych moSna powiedzieæ tylko tyle, Se byli dla Glusia uprzejmi i mili, ale Se nieczêsto z nim gawêdzili po przyjacielsku, choæby dlatego, Se nie wiedzieli, o co by zapytaæ.
## [530] Trudno siê wiêc dziwiæ, Se telewizja naleSa³a do jego pasji.
## [531] Niezwyk³e wiadomoci o niezwyk³ych postaciach, filmy seryjne, których bohaterowie dokonywali cudów odwagi, tragedie pe³ne napiêcia i komedie pe³ne humoru -to wszystko tak róSni³o siê od jego codziennego, szarego Sycia, Se coraz chêtniej zasiada³ wieczorem w puszystym fotelu i obserwowa³ ekran.
## [532] Zacz¹³ teS kupowaæ pisma powiêcone zagadnieniom telewizyjnym i filmowym, zbieraæ zdjêcia aktorów, a w specjalnej ankiecie, któr¹ rozpisa³ jeden z tygodników, dwa razy bardzo mocno podkreli³ czerwonym o³ówkiem odpowied Wszystkie programy bardzo mi siê podobaj¹;
## [533] Mimo Se naleSa³ do istot nieduSych, mia³ wielkie marzenie. Marzenia czêsto nie s¹ proporcjonalne do wielkoci naturalnej danej osoby i gdyby tak na ulicy obok przechodniów sz³y ich marzenia, to okaza³oby siê, Se ci, którzy wyhodowali najwiêksze, wcale nie naleS¹ do wysokich i potêSnych.
## [534] Glu marzy³ o filmie. Nie, nie chcia³ wystêpowaæ jako aktor (uwaSa³, Se jest na to za niski). Nie chcia³ teS byæ operatorem, czyli tym, który fotografuje wydarzenia na tamie filmowej przy pomocy kamery.
## [535] Pragn¹³ byæ choæ raz jeden, jedyny raz w Syciu ReSyserem.
## [536] ReSyser -marzy³ Glu -moSe wszystko ustawiæ, ca³¹ historiê, ca³¹ choæby najniezwyklejsz¹ historiê i potem moSej¹ puszczaæ na projektorze albo w telewizji i to jest Jego Historia, on jest jej g³ównym autorem... och...
## [537] Wspania³oæ takiej sytuacji tak go zachwyci³a, SeaS zapiszcza³ po cichutku, choæ wiedzia³, jak to nieelegancko.
## [538] ASeby nie trzymaæ was w niepokoju, powiem od razu, Se Glu zrealizowa³ swoje marzenie. A by³o to tak:
## [539] Pewna znajoma mysz, która pracowa³a w laboratorium wielkiej Wytwórni Filmowej, za³atwi³a Ma³emu wypoSyczenie kamery na okres kilku dni. Zreszt¹ zaklina³a, Se to tylko jeden raz, Seby sobie Ma³y spróbowa³. By³a zdaje siê z nim spokrewniona, a mia³a z³ote serce, zw³aszcza dla rodziny.
## [540] Glu oszala³ z radoci. Wywiesi³ zaraz wszêdzie og³oszenia:
## [541] ReSser filmowy Glu reSyserowaæ bêdzie film
## [542] na podstawie
## [543] w³asnego scenariusz pt.
## [544] Szeryfie, k³ad ogonek na stó³
## [545] Prosi siê wszystkich
## [546]
## [547]
## [548] o udzielenie pomocy
## [549] Wprawdzie Bromba i Kajetan Chrumps byli w podróSach, ale wszyscy inni uznali, Se jest to sensacja, i radonie zg³osili sw¹ pomoc.
## [550] Fikander (sam Fikander!) spacerowa³ do pónego wieczora z Glusiem omawiaj¹c literackie szczegó³y scenariusza.
## [551] W rezultacie zmieniono tytu³ filmu na Szeryfie, k³ad ogonek na stó³, takSe, a pod spodem og³oszenia dopisano: konsultacja tekstu Fikander.
## [552] Z braku lepszych fachowców posadzono przy kamerze jednego z Psztymucli (z najwiêkszym trudem przekonano go, Se kamera to prawie to samo, co samochód), za g³ówne role mieli zagraæ Malwinka, m³ody Fum oraz drozd. Jako pozostali artyci oraz personel techniczny zg³osili siê oczywicie: asiaki i esiaki, wiewiórki z parku, zreszt¹ w ogóle kaSdy, kto móg³.
## [553] Glu w duSych okularach, z lejkiem zamiast tuby przy ustach, wo³a³:
## [554] -Uwaga! Proszê o ciszê! Zaczynamy!
## [555] Minê³o jednak duSo czasu, zanim zaczêli. Wrony krêci³y siê i gada³y bez przerwy potwornie przeszkadzaj¹c, Malwinka zgubi³a gdzie grzebieñ, a nie chcia³a wyjæ rozczochrana, m³ody Fum narzeka³, Se wiat³o razi go w oczy i Se w takich warunkach nie bêdzie pracowaæ, a Psztymucel szarpa³ za jaki uchwyt przy kamerze, zupe³nie jakby to by³a skrzynka biegów.
## [556] Mimo tych trudnoci Glu nakrêci³ swój film -w ciep³ym, wrzeniowym s³oñcu, wród zieleniej¹cych wzgórz i olbrzymich kud³atych chryzantem, skrada³ siê dzielny szeryf, by w ostatniej chwili wyrwaæ piêkn¹ lady z ³ap fa³szywego drozda. Lecz choæ zd¹Sy³ w porê, rozszala³y strumieñ porwa³ tratwê wraz z lady, która wyci¹ga³a rozpaczliwie rêce do swego zbawcy. Ale wiewiórka, pior¹c bieliznê, wy³awia³a lady i nastêpowa³ szczêliwy koniec.
## [557] Tyle mniej wiêcej nakrêcono w ci¹gu trzech dni, a potem Glu odda³ kuzynce kamerê i poprosi³ o wywo³anie tamy.
## [558] Nadszed³ dzieñ premiery. T³umy, które oczekiwa³y na obejrzenie filmu, nie zmieci³yby siê nawet w najwiêkszej norce, a co dopiero w maleñkiej norce Glusia, ustalono wiêc, Se odbêdzie siê kilka seansów.
## [559] Glu sta³ rozgor¹czkowany przy projektorze zbudowanym z nocnej lampki i kilku wa³ków -trzymaj¹cwrêku pude³ko ze wieSo przys³an¹ tam¹.
## [560] Pierwsi gocie zajêli miejsca, zgaszono wiat³a i Glu uruchomi³ projektor.
## [561] Jak by wam to powiedzieæ?
## [562] Na ekranie nie by³o nic. Jasna plama drga³a rytmicznie, czasem przenikn¹³ jaki cieñ, ale widocznie Psztymucel nie zdj¹³ z kamery kapturka zas³aniaj¹cego obiektyw, bo ca³a tama by³a równomiernie taka sama, to znaczy czysta i bez obrazu.
## [563] Widzowie zaczêli z zaniepokojeniem szeptaæ co do siebie. -Nic nie widzê! wykrzykn¹³ Fum.
## [564] -Tu powinno byæ, jak ty biegniesz -drS¹cym g³osem powiedzia³ Glu -ostatkiem tchu dopadasz do pelargonii i rzucasz lasso... teraz chwytasz za supe³...
## [565] I w ten sposób Glu opowiedzia³ wszystko, co powinno byæ, a czego nie by³o.
## [566] Na pierwszych widzów oczekiwa³a niecierpliwie zgromadzona reszta.
## [567] -Jak wypad³o, jak wypad³o? -zawo³a³ jaki reporter ³api¹c za guzik Fikandra.
## [568] -No cóS -zacz¹³ tamten niepewnie -widaæ pewne niedoci¹gniêcia, brak jest doskona³oci technicznej, ale...
## [569] -Ale ogólnie, sukces! -dokoñczy³ reporter i znikn¹³ w g³êbi norki odpychaj¹c publicznoæ i kracz¹c: Prrasa! Prrasa!
## [570] Kiedy znów zgas³o wiat³o, Glu rozpocz¹³ wyjanienia od samego pocz¹tku:
## [571] Wielki skalisty kanion. Na dole ma³a sylwetka dzielnego szeryfa. mia³ym ruchem siêga po sznur zawieszony przy swoim boku...
## [572] Widzowie drugiego seansu wychodzili z ca³kiem zadowolonymi minami.
## [573] -Wiêc mnie siê to takSe podoba -owiadczy³ reporter -moSe tylko trochê nazbyt literackie, ale teraz taka moda!
## [574] Trzeci seans wypad³ jeszcze lepiej, a czwarty to juS by³ zupe³ny triumf. Ci, którzy byli na pierwszym, poszli wiêc na pi¹ty i zdecydowali, Se poprzednio oceniali film zbyt surowo.
## [575] -Dopiero jak siê lepiej przyjrzeæ, widaæ, Se to jednak talent, ten Glu -powiedzia³ Fikander.
## [576] I filmy Glusia sta³y siê bardzo popularne. Oczywicie, rozumiecie, dlaczego filmy? Bo Glu uszczêliwiony, Se moSe czêciej przyjmowaæ tak dostojnych goci, wymyla³ dla swojej tamy coraz nowe tytu³y. Raz by³ to film Szczêliwe zakoñczenie dalekiej podróSy GSdacza, a znowu kiedy indziej Urok Malwinki lub Przeminê³o z Pciuchem.
## [577] Glu juS wcale nie potrzebowa³ kamery i pomocy ca³ego personelu technicznego. Jedyne, czemu powiêca³ sporo czasu, to konsultacje artystyczne u Fikandra.
## [578] Ale choæ cieszy³ siê z uznania, jakie go spotka³o, na co dzieñ pozosta³ ma³omównym, niemia³ym Glusiem, jakim by³ dawniej.
## [579] Byæ moSe wynika³o to z faktu, Se on jeden naprawdê wiedzia³, jak bardzo na jego tamie nic nie ni¹,, a moSe teS i z tego, Se tak czêsto zmienia³ zakoñczenia filmów na szczêliwe.
## [580]
## [581] Zwierz¹tko mojej Mamy
## [582] W³aciwie nie wiem, jak siê nazywa Zwierz¹tko mojej Mamy. Mia³o parê imion, ale bardzo krótk¹ pamiêæ, dlatego czêsto je zapomina³o, wiêc bylimy zmuszeni ci¹gle nazywaæ zwierz¹tko od nowa. Póniej przypomina³o sobie star¹ nazwê i zapomina³o now¹ tak, Se zrobi³ siê wród tych imion okropny ba³agan.
## [583] Zwierz¹tko zreszt¹ i tak nie reagowa³o na Sadne nazwy, wzrusza³o zawsze ramionami, prycha³o i ucieka³o do jakiego k¹ta.
## [584] O ile mogê co powiedzieæ o zwyczajach Fumów i Fikandrów, Bromb i GSdaczy, Pciuchów i Glisand, o tyle o jego zwyczajach nic nie wiadomo.
## [585] Zwierz¹tko to dzia³a³o zawsze przez zaskoczenie. Potrafi³o nie dawaæ o sobie znaæ ca³ymi tygodniami, ale dopiero, kiedy przyszli WaSni Gocie, wpada³o miêdzy szklanki, przewraca³o dwie, trzy, nadgryza³o przez pomy³kê marynarkê WaSnego Gocia zamiast ciastka i znika³o siej¹c pop³och i przeraSenie.
## [586] W obawie, aby nie spotka³o to nastêpnych WaSnych Goci, umawialimy siê z nimi w kawiarni. No i co powiecie?
## [587] Zwierz¹tko psu³o wiat³o w kawiarni, a gociom podstawia³o nogê przy wejciu.
## [588] Jednak wcale nie zawsze by³o z³oliwe. Kiedy, dla którego WaSnego Gocia, zatañczy³o sambê i zagra³o na fujarce tak, Se wyszed³ oczarowany.
## [589] W stosunkach z nami by³o zawsze tak niezrównowaSone, Se nawet nie potrafiê opisaæ jego wszystkich zachowañ. Przez kilka miesiêcy robi³o na przyk³ad straszliwy ba³agan w szufladach. Pinezki wk³ada³o do cukru, o³ówki do makaronu, a m¹kê miesza³o z atramentem, chusteczki do nosa chowa³o miêdzy kartki ksi¹Ski, a pastê do zêbów zamienia³o z kremem do opalania tak, Se mielimy opalone zêby i wybielone twarze.
## [590] AS tu którego dnia przychodzimy s³yszymy juS pod drzwiami, jak kto sobie gwiSdSe i podpiewuje, fa³szuj¹c okropnie:
## [591] Co na dole, to na dole,
## [592] co na górze, to na górze.
## [593] Lepiej w smole niS w stodole,
## [594] lepiej w murze niS na bzdurze!
## [595] Co na górze, to na górze,
## [596] co na dole, to na dole.
## [597]
## [598] Kszta³c¹ ksi¹Ski i podróSe,
## [599] a najlepiej ³apaæ mole!
## [600]
## [601] Przekrêcamy klucz w zamku... wchodzimy... cisza. Na stole nowa serweta, ksi¹Ski pouk³adane równiutko, ca³y dom wymieciony i wysprz¹tany, aS lni. Tylko na kloszu od lampy (widocznie dla lepszej dekoracji) wisz¹ trzy kokardki z mojego pociêtego krawata. Specjalnie siê tym nie zmartwilimy, bo przecieS nie musia³em wcale chodziæ w krawacie, a radoci by³o co niemiara.
## [602] Mylê, Se ten ba³agan przez parê miesiêcy by³ niezbêdny Naszemu Zwierz¹tku, Sebymy potem odczuli wiêksz¹ przyjemnoæ.
## [603] Ale nie jestem pewny. Tak juS jest ze Zwierz¹tkiem mojej Mamy, Se nienawidzi Pewnoci i nigdy nie daje nam jej odczuæ.
## [604] Którego dnia przyjecha³o na motocyklu z namiotem i z wêdk¹. Bylimy oczywicie przekonani, Se jutro skoro wit wybierze siê na ryby, ale rano okaza³o siê, Se z namiotu zrobi³o sobie hamak, który zawiesi³o nad kuchni¹, i przy pomocy wêdki wy³awia z zupy marchewkê, a motocykl przerobi³o na telewizor. Jak to zrobi³o, Seby z motocykla by³ telewizor, nie mam pojêcia, ale by³, i nawet z kolorowym programem.
## [605] Wspomina³em juS o tym, Se Zwierz¹tko fa³szuje wszystkie piosenki i zawsze, kiedy piewa, dba o to, Seby nas zaskoczyæ.
## [606] Zaczyna na przyk³ad: Zielony mosteczek ugina siê... Zielony mosteczek ugina siê kaSdy wie, Se dalej powinno byæ: trawka na nim ronie, niesie Kasiê -ale nie! Ono musi oczywicie zapiewaæ: ...baloniku mój malutki, ronij duSy, okr¹glutki... albo: a ja jestem konwalijka, jaka d³uga moja szyjka, za mn¹ kwiatki, za mn¹, hej!... i dokoñczyæ: ...szare, bure obydwa!
## [607] Do domu wraca o najprzeróSniejszych porach, a przyjani siê ze wszystkimi: z psami, z kotami, ze szpakami, z Brombami, Pciuchami, no, w ogóle ze wszystkimi.
## [608] Zdarza siê wiêc, Sew rodku nocy przyprowadza jakiego rozgadanego Fuma i dyskutuj¹ na ca³y g³os tak, Se przewracamy siê na wszystkie strony i zatykamy uszy wat¹. Ale by³bym niesprawiedliwy, nie wspominaj¹c, Se dziêki niemu pozna³em czaruj¹cego Fikandra oraz Kajetana Chrumpsa.
## [609] Móg³by kto powiedzieæ, Se to bardzo niedobrze mieæ takie nerwowe i zaskakuj¹ce zwierz¹tko -o ile w ogóle moSna tu uSyæ s³owa: mieæ, bo w³aciwie nie wiadomo, czy to my mamy Je, czy Ono ma nas.
## [610] A jednak nazywam Je Zwierz¹tkiem mojej Mamy, poniewaS tak siê sk³ada, Se we wszystkie awantury, w które wpl¹tujemy siê dziêki Niemu -wpl¹tujemy siê razem z Mam¹. Kiedy sam idê do banku wp³aciæ -pieni¹dze, kupiæ sobie buty albo spotkaæ siê z kim i porozmawiaæ -mogê byæ prawie zupe³nie spokojny, Se wszystko przebiegnie zgodnie z planem.
## [611] Wystarczy jednak, abymy wybrali siê razem z Mam¹, zaraz przypl¹tuje siê Zwierz¹tko na trzeciego towarzysza i wtr¹ca siê do kaSdego interesu.
## [612] -Po co pani pracuje w banku? -pyta urzêdniczki, która przyjmuje pieni¹dze. Urzêdniczka myli siê w liczeniu i odpowiada, Se bardzo lubi pracê w banku.
## [613] -A nie lepiej polowaæ na aligatory? -pyta nasze Zwierz¹tko.
## [614] Wtedy ta pani przestaje liczyæ i patrzy na nas z niepokojeni.
## [615] -Psów wprowadzaæ nie wolno -mówi, choæ widzi, Se nasze Zwierz¹tko to nie pies.
## [616] -Bardzo s³usznie -podchwytuje Zwierz¹tko -psów i aligatorów wprowadzaæ nie wolno, tak byæ powinno. Czy to prawda, Se w bankach maj¹ za³oSyæ fontanny?
## [617] Wycofujemy siê przepraszaj¹c urzêdniczkê i oczywicie nici z wp³acenia.
## [618] Jeszcze gorzej bywa, kiedy kupujemy dla mnie buty. Zwierz¹tko, które uprzednio znik³o; jakby zapad³o siê pod ziemiê, teraz wyrasta tuS przy nas.
## [619] -Czy nowy but nie pije? -pyta.
## [620] -Nie -mówiê zgodnie z prawd¹.
## [621] -Proszê pani -wo³a do ekspedientki nasze Zwierz¹tko -ten but nie pije. To bardzo niedobrze. Taki chudy i blady... na pewno teS nic nie je i bêdzie chorowa³. Czy nie ma pani buta, który by jad³ i pi³ zdrowo? Z takiego zamorka nie bêdziemy mieli poSytku...
## [622] Ekspedientka patrzy zdziwiona na Mamê, a Mama chce co wyt³umaczyæ:
## [623] -Wie pani -mówi -to jest takie nasze Zwierz¹tko...
## [624] -Jeszcze nie nasze -prostuje Zwierz¹tko -jeszcze ich nie kupilimy, i w ogóle odk¹d to buty s¹ zwierz¹tkami?
## [625] Ekspedientka ma zamêt w g³owie, wiêc mówi:
## [626] -Nie wiem, o co pañstwu chodzi. Czy pañstwo bierzecie te buty, czy nie?
## [627] A nasze Zwierz¹tko do mnie:
## [628] -Chyba nie wemiemy, jak tak zachwalaj¹, to znaczy, Se s³abo id¹. A na co ci buty, które le chodz¹?
## [629] -Daj spokój! -mówiê -poproszê otê parê!
## [630] A Zwierz¹tko w krzyk:
## [631] -Zwariowa³! Bierze parê butów! To dwa ci nie wystarcz¹?
## [632] Nawet jeli wreszcie dokonamy zakupu, to dzieje siê to po wielkich trudach i na ogó³ kupujemy co zupe³nie zbêdnego. W³anie dziêki naszemu Zwierz¹tku mamy w domu kilka niepotrzebnych wazoników, mnóstwo maskotek i pocztówek, ksi¹Skê pod tytu³em ABC m³odego pingwinologa oraz tysi¹ce starych puszek i pude³ek.
## [633] Zawsze kiedy które z nas usi³uje wyrzuciæ pude³ko po czekoladkach, nasze Zwierz¹tko ³apie go za rêkê i krzyczy:
## [634] -To siê moSe przydaæ!
## [635] -Do czego? -pytamy zrozpaczeni.
## [636] -Nigdy nie wiadomo, co siê moSe zdarzyæ -mówi z powag¹ Zwierz¹tko i chowa pude³ko pod tapczan. -A jeli jutro dostaniemy tuzin wyj¹tkowo waSnych listów, bêdziemy je mogli schowaæ do tego pude³ka...
## [637] Oczywicie listy nie nadchodz¹, ale pude³ko czeka na listy, których nie ma, i w ten sposób jest zajête.
## [638] Kiedy zdarza siê, Se wreszcie przyjdzie list, Zwierz¹tko owiadcza:
## [639] -A widzicie, mówi³em, Se pude³ka siê przydaj¹. Jaka szkoda, Se tamto jest zajête, a innego nie mamy. Trzeba siê koniecznie postaraæ o jakie nowe pude³ko...
## [640] Takie jest Zwierz¹tko mojej Mamy. Nie opisa³em wam jeszcze, jak ono wygl¹da. No wiêc jest nieduSe i bardzo kud³ate. To jedyne, co o nim moSna powiedzieæ, resztê, to znaczy kolory i wielkoæ, zmienia zaleSnie od nastroju i samopoczucia, ale domylacie siê zapewne, Se w zielonym pokoju ma kolor czerwony, a w czerwonym zielony, choæ oczywicie teS nie zawsze bo z nim nigdy nie wiadomo nic na pewno. Zawsze jednak jest nieoczekiwane, zaskakuj¹ce, niespodziewane, szokuj¹ce, dziwne, nietypowe, odmienne i nieprawid³owe.
## [641] A pojawi³o siê u nas pewnego listopadowego smutnego dnia, kiedy akurat uczylimy siê gramatyki i mielimy dosyæ wszystkich regu³.
## [642] Z tego powodu moglibymy oczywicie nazwaæ Je Wyj¹tkiem, ale zawo³a³oby natychmiast:
## [643] -Co, ja Wyj¹tkiem? Jakim znowu Wyj¹tkiem? Nigdy nie wyjê... wilki... wyj¹... moSecie mnie nazwaæpiew¹tkiem albo Mówi¹tkiem. Zreszt¹, kiedy juS mnie jako nazwalicie... Tylko nie pamiêtam jak...
## [644]
## [645]
## <<SimpleCorpus>>
## Metadata: corpus specific: 1, document level (indexed): 0
## Content: documents: 6
toSpace <- content_transformer(function (x , pattern ) gsub(pattern, " ", x))
docs <- tm_map(docs, content_transformer(tolower))
docs <- tm_map(docs, removeNumbers)
docs <- tm_map(docs, removeWords, stopwords("english"))
docs <- tm_map(docs, removePunctuation)
docs <- tm_map(docs, stripWhitespace)